Z perspektywy nooba: Brygada RR

Spłynęła na mnie prawdziwa e-sportowa łaska oraz moc quada. Dzięki moim wysokim umiejętnościom komunikacyjnym, wywołałem dyskusję ze sławnym Rafałem oraz równie znanym Radkiem. Całe zdarzenie miało miejsce na Facebooku (dowody zbrodni) i w zasadzie powinienem dziękować panu Wasylukowi, że tak uwielbia ten portal społecznościowy. Zapnijcie pasy i nabożnie pochylcie główki – nadlatuje wszechmocna i uDuchowiona Brygada RR!

Start AGL wywołał mocne emocje. Co mnie dziwi najbardziej, również u potężnej jak tur konkurencji. Przykładem może być niezwykła aktywność Rafała Wasyluka – Presidenta ESL Polska, CEO Sportów Elektronicznych oraz samozwańczego obrońcę własności intelektualnej. Rzecz jasna, głównie tej związanej z Electronic Sports League. Aby nie sugerować Wam opinii, nie chcę oceniać przytoczonej powyżej dyskusji – mam nadzieję, że sami wyciągniecie odpowiednie wnioski z pokręconej retoryki moich interlokutorów. Chciałbym natomiast odnieść się do wytaczanych niczym armaty, oskarżeń o plagiat. Jak przystało na dobrodusznego, początkującego dziennikarza postanowiłem sprawę zbadać. Mam nadzieję, że uwolnię od niewolniczej harówki biednych adminów, którzy teraz zapewne bawią się w W11 wraz ze swoim szefem. O komentarz poprosiłem, wykładającego HCI na PG oraz PJWST, profesora Marcina Sikorskiego:

„Konkretna funkcjonalność nie jest zwykle przedmiotem opatentowania (w przeciwieństwie do procedur i algorytmów) lub zastrzeżenia prawnego, nie ma też zwykle swojego wyłącznego prawnego właściciela (vide: ekran dotykowy telefonu – funkcje wybranych telefonów są podobne, ale opatentować można jedynie konkretne, unikalne rozwiązania konstrukcyjne a nie samo rozwiązanie jako ideę czy koncepcję).

Ewentualny plagiat można by stwierdzić jednoznacznie poprzez szczegółową analizę kodu i zachowania poszczególnych elementów na stronie. Natomiast pobieżny przegląd nadesłanych przez pana stron wskazuje, że mimo pewnego podobieństwa celu i funkcji, wizualnie i funkcjonalnie te serwisy wykazują jednak sporo różnic (…).”

Faktycznie, dziękuję losowi, że Sporty Elektroniczne nie są producentem komórek. Jeśli kiedyś to nastąpi, współczuję włodarzom Apple’a, Nokii oraz HTC. Wśród kadry menedżerskiej zapanowałaby prawdziwa panika. A nawet jeśli nie, to facebookowe strony tych firm zapewne pękłyby pod natłokiem wpisów Brygady RR. Chwileczkę, momencik… Czyżby sklep ESL wyglądał identycznie jak tysiące innych tego typu usług w Internecie? Teraz powinny posypać się gromy i pozwy. Takie właśnie jest ryzyko machania mieczem – można od niego zginąć. Nawet, jeśli jest to tylko przenośnia dla dziecinnej zabawy sztachetą.

Przechodząc do meritum. Cała dyskusja została rozpętana, ponieważ: „Choć nie znam wszystkich zmiennych, to myślę że ta inicjatywa nie przetrwa długo a na pewno dostarczyła mi kolejnych argumentów do tego, aby pewne działania nieuczciwej konkurencji piętnować a może nawet blokować.”. Ciekawa logika, zawsze myślałem, że furtkę zamyka się przed rozwścieczonym dobermanem a nie wychudzonym jamniczkiem, ale nie chcę analizować motywów Rafała. Muszę Was spytać, czy tak prezentujący się ludzie powinni tworzyć scenę e-sportu? Nikomu nie bronię wysławiania własnych opinii – jeśli ufacie swoim pasterzom, powinniście za nimi podążać. Ostrzegam jednak, że takie wycieczki szybko mogą skończyć się zerżnięciem… Przepraszam, chodziło mi o zarżnięcie!


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *