Urlop – wakacyjne chranie!

Mój blog od prawie dwóch miesięcy świeci pustkami. Dzisiaj postanowiłem założyć pokutny wór i jak na spowiedzi wyśpiewać, dlaczego sezon ogórkowy ukatrupił moją działalność poetycko-literacką. Będzie o wakacjach i lubieżnej zabawie z kamerą, czyli wszystkim tym co robiłem nie pisząc. Zapraszam.

Wydawać by się mogło, że przez ten czas leżałem do góry brzuchem odrywając główki żelkowym miśkom różnych smaków. Fakt, tak też było, ale oprócz tego pracowałem i to całkiem ciężko. Jak się chwalić, to z rozmachem! Na pierwszy ogień idzie Chranie. Kilka miesięcy temu popełniłem w tym samym miejscu tekst o wiele mówiącym tytule „Czym jest chranie?”. Niestety, w tamtym okresie produkcja tego internetowego programu o grach skończyła się na dwóch epizodach. Już w czasie tegorocznej sesji egzaminacyjnej odnowiłem tę koncepcję wypuszczając w świat nowe odcinki w zmienionej formie. Możecie je zobaczyć sami na moim kanale YT.

Muszę przyznać, że wygłupy przed obiektywem kamery bardzo przypadły mi do gustu. Oczywiście, Chranie samo w sobie pozostało naj(nie)normalniejszym pluciem się i naśmiewaniem z gier oraz branży, ale posada quasi-prezentera jest znacznie motywująca i bardziej zachęca do dalszej pracy. W końcu to moje dziecko, a jego wychowywanie sprawia mi olbrzymia przyjemność – szczególnie, jeśli sam nie wiem, co z tego wyrośnie. Mogą to być nawet growe gruszki na zero-jedynkowej sośnie. Opinie ze strony widzów są bardzo budujące a ja sam mam ciągle nowe pomysły na ten program oraz jego udoskonalanie. Trzymajcie rękę na pulsie, nowe odcinki już w sierpniu!

Przy okazji plucia się, odżyła moja ciut wygasła miłość do filmu. Stało się tak za sprawą cieplutkiej posadki operatora i montażysty (a gdzieś tam), ale Chranie miało swój niewątpliwy udział w renowacji tego uczucia. Już zacząłem działać – właśnie „kadruję” oraz montuję moją nową machinimę pt. Neotokyo Ghost. W końcu zabrałem się za coś poważnego i uskuteczniam film z konkretnym scenariuszem. O sztuce machinimy nigdy się nie rozpisywałem, ale to się zmieni, uwierzcie mi – warto promować nowe nurty, które są czymś więcej niż kolejnym fragiem w CS-ie.

Do tego wszystkiego dołożę plan (już w realizacji) nakręcenia teledysku dla angielskiej formacji The Lighthouse oraz ciągłe pisanie scenariusza dla mojej krótkometrażowej miniatury będącej hołdem dla QT. W świecie moich serwisów też się dzieje, DigitalPub wstaje z grobu – mam nadzieję, że już niedługo. Sami widzicie – całkiem tego sporo, a przecież jeszcze dodatkowo pracuję (a gdzieś tam). Dlatego właśnie zaniedbałem artykuły i pewnie do końca wakacji sytuacja się nie zmieni. Na pocieszenie dodam, że właśnie skończyłem robić duże, growe zakupy na Allegro, także nie zabraknie mi materiału do recenzji. Do zobaczenia, usłyszenia i poczytania!

PS. Prawdziwą i autentyczną śmierć Duke Nukem Forever uczcijmy niekończącą się chwilą głosnej zabawy, Ksiaże tego by właśnie chciał – hail to the king!


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *