Shadow Tactics: Blades of Shogun – recenzja

„Co to znaczy być samurajem?”

W 1998 roku wyszedł pierwszy Commandos, tytuł który wyzwał miliony graczy do pojedynku z bezlitosnym AI. Kierując maksymalnie sześcioosobowym oddziałem komandosów, naszym zadaniem było wykonanie przeróżnych misji, przy okazji pokonując liczne oddziały wroga. Gra oferowała nam pomoc w postaci stożka wskazującego zasięg wzroku przeciwników, ale nawet z tym ułatwieniem rozgrywka nie należała do najprostszych. Wystarczył jeden nieostrożny ruch, a nasz cały plan trafiał szlag z powodu przysłanego wsparcia. Nie sposób jednak opisać radość po ukończeniu misji.

Model rozgrywki przyjął się na tyle dobrze, że pojawienie się konkurencji było tylko kwestią czasu. Najbardziej znanymi tytułami są seria Desperados oraz Robin Hood: Legenda Sherwood. Każdy z wymienionych stosował system stożków, który stał się elementem wyróżniającym te specyficzne, taktyczne skradanki. Od narodzin gatunku minęły jednak lata, a gry na jego podobieństwo przestały robić taką furorę jak na początku lat dwutysięcznych. Ba, nawet seria Commandos nie była w stanie powtórzyć sukcesu pierwszej części. Wydawać by się mogło, że fanom pozostało jedynie z utęsknieniem patrzeć na półkę i wspominać dobre czasy, kiedy jedna misja potrafiła zabrać godziny na rozpracowanie jej do perfekcji… Chociaż, tak naprawdę to nie, bo właśnie wyszła bardzo fajna produkcja w tym klimacie, czyli Shadow Tactics: Blades of Shogun.

bladesofshogun_ss04

„Dobry fort wymaga luki, w którą zwabisz wrogów.”
Powiedzeć, że Blades of Shogun opiera swą mechanikę o wcześniej wspomniane tytuły, to jak stwierdzić, że sok tylko częściowo składa się z wody. Recenzowana gra wykorzystuje wszystko, co charakteryzuje ten gatunek i dodaje od siebie wiele smaczków. Pozostawiono najważniejsze elementy – perspektywa z jakiej obserwujemy akcję pozostałą bez zmian, a stożek oznaczający zasięg wzroku przeciwników doznał jedynie kosmetycznych zmian. Przeciwnicy są jak zaprogramowane roboty i bez przerwy patrolują te same miejsca pozwalając nam nauczyć się ich rutyny, by następnie wykorzystać te kilka sekund na przemknięcie dalej. W tym momencie, weterani powinni poczuć się jak w domu.

Do naszej dyspozycji oddano pięć postaci, każdą z unikalnymi zdolnościami. Naszym pierwszym podopiecznym jest Hayato, shinobi potrafiący odwrócić uwagę przeciwnika rzucając w jego stronę kamieniem, a następnie zabić go shurikenem z bezpiecznej odległości. Następnie przyjdzie nam sterować Mugenem, samurajem nie obawiającym się walki z grupą przeciwników, których jest w stanie pokonać kilkoma sprawnymi cięciami. Oprócz tego jest wyposażony w butelkę sake umożliwiającą zwabienie niczego nie spodziewającego się strażnika w ciemny zaułek.

bladesofshogun_ss01
Zasady są proste: jednolity kolor prowadzi do zguby, zacieniowany pozwala nam na część manewrów.

Do walecznej ekipy dołączy jeszcze Yuki, dziewczę wychowane na ulicy, specjalizujące się w stawianiu pułapek i wabieniu do niej nieszczęśników używając swojego gwizdka, wiecznie wesoły mistrz broni palnej Takuma z najcelniejszym okiem w całej Japonii oraz urocza Aiko, mistrzyni kamuflażu zdolna przebierać się w znalezione odzienie, by swobodnie przemieszczać się wśród strażników, a następnie odwracać ich uwagę rozmową. Warto oczywiście zapoznać się z tym, w jaki sposób bohaterowie mogą nawzajem dopełniać swoje braki, przykładowo Mugen jest w stanie nosić dwa ciała naraz, a Hayato, Yuki i Aiko są w stanie poruszać się po naściennych pnączach i używać haków do wskakiwania na dach, by następnie zeskoczyć z niego wprost na wroga.

„Myśląc tylko o sobie doprowadzisz siebie do destrukcji.”
Podczas pokonywania kolejnych przeszkód, wiele czasu spędzimy na starciach z przeciwnikami. Ci są podzieleni na trzy typy. Najsłabszy i najczęściej spotykany rodzaj to najzwyczajniejszy strażnik, podatny na wszelkie wabiki. Kiedy taki jegomość przejdzie odpowiedni trening i nauczy się skupiać na wykonywaniu zadania, otrzyma kapelusz, który przy okazji sprawia, że widzi nieco dalej niż zwykli wojownicy. Ten już tak łatwo nie daje sobą pomiatać, gdy usłyszy jakiś hałas, zamiast od razu gnać, w większości przypadków przypomni sobie o tym, że nie może opuszczać stanowiska i przestanie zwracać uwagę na wcześniejszy obiekt zainteresowania. Na szczycie drabiny znajduje się samuraj, którego koncentracja i siła są na równie wysokim poziomie. Żadna forma odwrócenia uwagi nie jest na niego skuteczna, jego sokoli wzrok wypatrzy nawet przebraną Aiko, a ze względu na swe opancerzenie i siłę jest w stanie jednym cięciem pokonać naszych herosów. Jedynym godnym jego zdolności przeciwnikiem jest Mugen, który jest w stanie pokonać samuraja w pojedynkę.

bladesofshogun_ss03
Naszym największym wrogiem jest brak cierpliwości.

Jak już zdążyliście zauważyć, współpraca w tej grze jest niezwykle ważna. Nieraz przyjdzie nam łączyć umiejętności kilku postaci, by pozbyć się problemu na naszej drodze. Twórcy postanowili ułatwić nam planowanie takich zagrywek i stworzyli Tryb Cienia (Shadow Mode). Uruchamiając go mamy możliwość zakolejkować ruch każdej postaci, a następnie w dowolnym momencie rozkazać wszystkim zrealizować przydzielone im zadania. Na początku brzmi to jak ułatwienie dla mniej zaawansowanych graczy, ale wraz z rozwojem wydarzeń zaczniemy doceniać przydatność tej mechaniki. W szczególności, gdy potrzebna jest synchronizacja umiejętności trzech postaci, a przeklikiwanie pomiędzy nimi nie jest ani szybkie, ani wygodne.

„Człowiek robi wszystko co może, aż nie odkryje swego przeznaczenia.”
Misje zazwyczaj opierają się na bardzo schematycznym motywie – z punktu A do punktu B, a po drodze uważaj na strażników – ale dzięki wielu elementom zmieniającym przebieg rozgrywki, gra cały czas wydaje się świeża. Niekiedy zmuszeni będziemy uratować jednego z członków naszej załogi, innym razem trzeba okraść urzędnika bez robienia mu krzywdy, a czasem musimy najzwyczajniej zabić wskazane osoby. Do każdej misji możemy podejść na różne sposoby, możliwości jest co najmniej tyle, ile mamy postaci do dyspozycji (warto wspomnieć, że taktyka „na Rambo” bardzo rzadko zakończy się sukcesem). Oprócz tego dochodzą różne warunki w jakich przyjdzie nam walczyć w imię szogunatu. W śniegu widoczne są nasze ślady, w deszczu ciężej o ciche poruszanie się, cywile czasami nie zwracają na nas uwagi, innym razem od razu pobiegną w popłochu do najbliższego strażnika. Jedna misja zabiera średnio od godziny do dwóch, ale twórcy w sprytny sposób zadbali o to, byśmy mieli ochotę wracać do poprzednich rozdziałów. Do każdej przygody przypisane zostały wyzwania dla wielbicieli speedrunów (ukończ misję w X minut), grania jako pacyfista (zabij tylko cele fabularne) i wiele innych. Zazwyczaj nie będziemy w stanie zebrać ich wszystkich za jednym, czy dwoma podejściami. Wymaksowanie tej gry wymagać będzie wielu podejść do każdej misji, co niezwykle wydłuża żywotność produkcji.

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich graczy

A każda próba będzie równie emocjonująca, co pierwsza. Czy patrol zauważy jak Hayato chowa ciało? Czy Mugen zdąży wybiec i zabić strażnika, który go zauważył? Czy Aiko przejdzie przez środek obozu nim samuraj się zorientuje, że na jego oczach przechodzi szpieg? Nieważne jak dobrze pamiętasz ścieżkę każdego strażnika, zawsze będziesz odczuwać ten sam dreszczyk emocji podczas wykonywania bardziej skomplikowanej serii manewrów, który w wypadku porażki zrzuci na drużynę nie dość, że masę wrogów, to jeszcze ich wsparcie.

bladesofshogun_ss02
Fani robienia zamieszania pokochają mistrza broni palnej, Takumę.

Historia, w której bierzemy czynny udział, dzieje się w okresie Edo, kiedy władze nad szogunatem objął ród Tokugawa. Nasi podopieczni, w imieniu japońskiej władzy mają eliminować wszelkie zagrożenia spokoju i dobrobytu jaki nadszedł wraz z nowym szogunem. Oczywiście, jak zwykle to bywa, nie każdy cieszył się na myśl o ówczesnej władzy, a w szczególności Kage-sama, za którego tropem będziemy podążali. Fabuła jest bardzo okrojona, ale nikt nie powinien spodziewać się długich opowieści o przeszłości każdego bohatera i licznych dylematów moralnych. Gra od razu daje do zrozumienia, że jej głównym tematem jest mechanika. Jeżeli ktoś oczekuje od każdej produkcji historii z rozmachem, zalecam trzymać się od Shadow Tactics jak najdalej.

„Najwspanialszy posiłek smakuje jak nicość, kiedy kosztujesz go samotnie.”
Parę słów należy wspomnieć o stronie audiowizualnej, którą najlepiej opisałby mem „just right”. Misje za dnia są pełne kolorów, wszystko błyszczy od światła słonecznego, w deszczu znika morze barw i pozostają jedynie ponure kolory, a wśród ciemności przebijają się oświetleni pochodniami strażnicy. Lokacje są prześliczne, a architektura, choć często tworzona z myślą o skradających się protagonistach (niektóre elementy na budynkach wydają się nielogiczne), wygląda dobrze. Gdyby pokazać jakikolwiek zrzut ekranu osobie nieznającej omawianego tytułu, najpewniej w miarę trafnie by określiła miejsce i czas, w jakich dzieje się historia. Elementem na który warto ponarzekać, to kilka nieco koślawych animacji (w szczególności chód Hayato w przerywnikach, nie jestem w stanie się skupić kiedy widzę jak się skrada do stołu), które ostatecznie nie wpływają na odbiór całości. Audio jest bez zarzutów, grałem z japońskimi głosami i polecam wszystkim zrobić to samo. Przechodzenie takiego tytułu z angielskimi aktorami głosowymi to grzech. Muzyka jest świetna, każda sekunda ścieżki dźwiękowej buduje klimat do tego stopnia, że w momencie próby zabójstwa strażnika dłoń drga z chęcią sięgnięcia po katanę. Jak dla mnie, soundtrack roku.

bladesofshogun_ss05
Niektóre kadry wyglądają jak wyjęte z filmu.

„Możesz poświęcić całe życie, by znaleźć choćby jeden i nie będzie to zmarnowany czas.”
Niemiecki zespół Mimimi Productions dokonał rzeczy, której nikt się nie spodziewał. Powrót do umierającego gatunku okazał się strzałem w dziesiątkę. Każda misja posiada swój niepowtarzalny pazur, projekty postaci umożliwiają tworzenie przeróżnych taktyk i kombinacji podczas starcia ze strażnikami, zaś takie szczegóły jak ptaki na dachu, czy zmienna pogoda potrafią diametralnie zmienić podjętą taktykę. Blades of Shogun reprezentuje wszystko czym kiedyś sławili się jego przodkowie, dodając przy tym wiele usprawnień czyniących ten tytuł obowiązkową pozycją dla wszystkich graczy.

 

Zalety:

  • Wyzwania zachęcające do powtarzania misji
  • Tryb Cienia pozwalający w pełni wykorzystać potencjał postaci
  • Gra jest sprawiedliwa, nic nie dzieje się losowo
  • Pogaduchy między postaciami czasem wywołują uśmiech

Wady:

  • Niektóre animacje są odrobinę koślawe
  • Specjaliści od Japonii najpewniej dopatrzą się kilku niespójności

najgorzej_info1
Ograna platforma: PC; Developer: Mimimi Productions; Wydawca: Daedalic Entertainment Data premiery: 6.12.2016

Źródło obrazka: shadow-tactics.com
Cytaty w nagłówkach pochodzą z filmów: Ostatni Samuraj (2003), Samuraj – Zmierzch (2002), Siedmiu Samurajów (1954), Harakiri (1962)


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

2 myśli na temat “Shadow Tactics: Blades of Shogun – recenzja

  1. Spoko recka tylko trochę za dużo o samej mechanice gry i postaciach w niej zawartych a za mało o klimacie i muzyce. Fajnie byłoby też poczytać jak powstawała gra (np. czy studio miało problemu finansowe, przez które musieli zrezygnować z czegoś, albo jak długo powstawała dana produkcja albo czy były zmiany w zespole podczas tworzenia danego tytułu lub czy gra została wydana w wczesnym dostępie, bo kasiorki zabrakło ale sprzedała się w nim świetnie i zaraz po zastrzyku kapuchy studio ukończyło tytuł w pełni nie zawodząc ludzi, którzy zdecydowali się na bądź co bądź kota w worku). Wiesz trochę historii samej produkcji a nie zamykanie się tylko w granicach gry i nic poza tym.

    Pozdrawiam ! 🙂

    1. Dziękuję pięknie za ten merytoryczny komentarz! Postaram się bardziej przeszukiwać internet przy pisaniu kolejnych recenzji.

      Pozdrawiam,
      Cavior

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *