Real-life Bioshock

Pewnego wieczoru udałem się do warszawskiego klubu Palladium. Tego dnia swój występ miał francuski teatr de la Licorne. Choć przedstawienie zatytułowane było „Pogromcy dzikich zwierząt”, to ja przez cały czas miałem wrażenie, że właśnie znalazłem się w… Rapture!

Artyści chwalą się, że przełamują granice wyobraźni i rzeczywiście nie da się tego ukryć. W foyer kino-teatru znajdowały się niebywałe, dziwne i bardzo interesujące konstrukcje – zwierzęta zbudowane ze starych rur, tworzyw i innych przedmiotów wygrzebanych na śmietnisku. Całe wejście wyglądało jak scenografie znane graczom z podwodnego miasta. Aktorzy pojawili się na scenie w absurdalnych maskach i starych łachmanach, po prostu genofagi!

Swego czasu na łamach CDA pojawił się tekst, w którym autor zastanawiał się nad zatarciem granicy między grafiką w grach a rzeczywistością. Padło wtedy stwierdzenie, że „woda (w studni) wygląda jak ta w Morrowindzie”. Obecnie rzecz ma się jeszcze lepiej. Gry każdej kolejnej generacji prezentują się coraz ładniej, a nowe produkcje udowodniają graczom, że jeśli o chodzi oprawę to nic nie jest niemożliwe.

Dawniej wystarczyło kilka pikseli, banalna fabuła i zapaleniec, w wyobraźni którego prosta grafika zamieniała się w piękny krajobraz. Dziś producenci dbają, aby obraz wyświetlany na monitorze nie wymagał dodatkowego „przetwarzania” ze strony użytkownika. Przypuszczam, że za kilka lat nie trudno będzie się nabrać i pomylić grę z filmem, szczególnie jeśli chodzi o statyczne plenery czy samochody lub inne maszyny. Z resztą, ta kwestia poruszana jest już od dawna. Popularny zwrot „foto-realistyczne” powtarza się w zapowiedziach różnych tytułów już od ponad dekady. Ostatnio David De Gruttola, lepiej znany jako David Cage z Quantic Dream, posunął się o krok dalej. Zapowiedział, że nadchodzący Heavy Rain będzie pierwszą grą, która przeskoczy tzw. Niezwykłą dolinę. Mówiąc prościej – oprawa będzie łudząco podobna do świata realnego!  

Wizyta w teatrze doprowadziła mnie do zaskakujących wniosków. Nie dziwimy się, gdy w grach znajdujemy odniesienia do otaczającego nas świata. Nieswojo zaczyna się robić, jak ten proces zachodzi w odwrotnym kierunku, a jeszcze gorzej jest, jeśli do czynienia mamy z kulturą wysoką. Bo porównanie teatru de la Licorne’a do Bioshocka nie ograniczało się tylko do znajomych kształtów czy kolorów – chodziło o całą tę niesamowitą atmosferę. Teraz myślę, że postęp technologiczny nie powinien się ograniczać tylko do przyziemnego odwzorowania znanego nam świata na ekranach monitorów. Nowe rozwiązywania dają twórcom niesamowitą możliwość tworzenia… prawdziwej sztuki!

Może to zbyt górnolotne, ale chciałbym, żeby gry stały się kiedyś czymś więcej niż tylko masowym produktem skierowanym do wszystkich i jednocześnie do nikogo. Marzę, aby „artystyczne i plastyczne” zamieniło kiedyś to oklepane „foto-realistyczne” – teraz jest ku temu najlepsza okazja!  


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Jedna myśl na temat “Real-life Bioshock

  1. Zgadzam się Bioshock ma bardzo inny klimat od pozostałych gier i dodatkowo połączył mój ulubiony gatunek gier i atmosferą czasami duszną i ciężką (ale sama gra jest warta tyle co Half-Life )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *