QAM rebooted

To nie będzie typowy wpis powitalny. Mogę zacząć od tego, że dokonałem rebootu samego „siebie”. Tak, wiem jak kretyńsko to brzmi. Mówiąc bardziej jasno, bez dziwacznych zwrotów marketingowych, choć i tak zawoalowanym językiem polityki: grubą linią odkreśliłem się od swojej przeszłej twórczości. Dlaczego wpadłem na ten kontrowersyjny pomysł? Postanowiłem, że to jest najlepszy sposób, żeby zacząć od początku, z nową energią i świeżością. Dodatkowo wymyśliłem, że karta będzie czysta dopiero, gdy usunę większość swoich starych materiałów, w szczególności tych, które były najbardziej popularne. Ponieważ ta decyzja wzbudziła najwięcej emocji, głównie negatywnych, w kilku punktach postanowiłem ją uzasadnić.

  1. Oddzielenie życia prywatnego, zawodowego oraz twórczego
    Pewnie wielu z Was może się to wydawać dziwne. Szczególnie teraz, gdy każda koleżanka z grupy pokazuje tyłek na Instagramie a ulubieni celebryci są na wyciągnięcie ręki (która napisze komentarz na Twitterze lub Facebooku). Życie prywatne jest na sprzedaż i wydaje się wręcz, że większość ludzi dąży do jak największej rozpoznawalności przy jednoczesnym skróceniu dystansu pomiędzy autorem a odbiorcą. Mi nigdy na tym nie zależało. Owszem, sława może miło łechtać ego, ale wielką pomyłką jest, gdy staje się celem sama w sobie. Widzieliście mnie kiedyś na panelu dyskusyjnym? Może na jakimś spotkaniu z fanami czy innym meetingu? Cóż, w czasach świetności mojego kanału takich imprez było mniej, ale i tak się na nich nie pojawiałem, bo nie lubię czegoś takiego. Zawsze lubiłem za to rozdział między kreacją a jej twórcą i nie rozumiałem, dlaczego dla odbiorców często jest to tożsame. Niestety, ujawnianie swojego wizerunku w Internecie ma pewne konsekwencje i w pewnych momentach doskwierało mi, że amatorska, hobbystyczna twórczość odciskała swoje piętno na innych sferach życia. Nie żeby było to drastyczne, wręcz przeciwnie – marginalne, ale i tak wystarczyło. Postanowiłem więc dobrze określić swoją internetową prywatność. Choć zabrzmię teraz jak paranoik – Wam radzę to samo, niezależnie od tego, co w Internecie robicie.
  2. Definitywne zakończenie Chrania
    Seria Chranie to było coś! Rodziła się powoli, w czasach gdy robienie ciekawych i dobrych technicznie filmów było dla polskiego YouTube’a nowością. Mimo wszystko udało się i choć dopiero zdobywałem jakiekolwiek doświadczenie, wersja Super zrobiła niewielką, ale jednak furorę. Wystarczającą, żeby umocnić moją pozycję autora w Grupie Onet a potem rozpocząć współpracę z Wirtualną Polską i Gizmodo. Jednocześnie motywujące było to, że z każdym kolejnym odcinkiem wzrastały statystyki mojego kanału – widać było, że zaczynam docierać do ludzi, a oni chcą tego jeszcze więcej. Wtedy pojawił się pierwszy problem: beztroskie życie studenckie zamieniłam na równie ciekawe, ale już wymagające życie zawodowe, które ukróciło tworzenie. Sporo osób potrafi latami łączyć jedno z drugim, mi jednak szło i dalej idzie to średnio. Tym bardziej, że wtedy na polskim YouTube nie było ani grosza a gdy kasa zaczęła w końcu płynąć – zgarnęli ją najwięksi, a następnie ich następcy, nagrywający głównie formaty, które ja uważam za kiepskie. Szybko stało się dla mnie jasne, że tworzenie filmów o grach mogę traktować tylko i wyłącznie w kategorii hobby oraz artystycznego spełnienia. Wtedy moc twórca zaczęła spływać na mnie rzadziej, w krótkich porywach. Sami wiecie jak to wyglądało – wieczne obietnice bez pokrycia. Tymczasem gdziekolwiek się nie pojawiłem, czegokolwiek nie zrobiłem, wszędzie było pytanie: „…no dobra, ale gdzie Chranie?!”. Było to nobilitujące, do czasu nawet zabawne, ale później zaczęło trochę przeszkadzać. Oczywiście, trudno mieć pretensje do osób, które wciąż czekały karmione moimi zapowiedziami. Dlatego właśnie postanowiłem powiedzieć szczerze – Chranie się skończyło i już nie wróci. Jeśli śledziłeś moje poczynania tylko z tego powodu, teraz jest najlepsza okazja żeby kliknąć „anuluj subskrypcję”.
  3. Zmiana profilu
    Punkt ostatni i niejako pełniący funkcję podsumowania. Podobnie jak widzowie Chrania, co już mi udowodnili po reboocie, z wielkim rozrzewnieniem oglądałem swoje stare produkcje.  Po latach widziałem jednak, że można było je zrobić inaczej. Z premedytacją unikam tutaj słowa „bardziej dojrzale”, bo nie o to chodzi – powstawały w takich a nie innych okolicznościach i to wpłynęło na ich kształt. Twórca jednak dorasta a wraz z nim rozwija się jego twórczość – skorzystałem więc ze swojego prawa i tam gdzie mogłem, usunąłem stare materiały, które potraktowałem jak notatki, którymi pali się, gdy nie są już potrzebne. Wiem, że to całkowicie głupie. Jest z tą kwestią związana jednak inna sprawa, którą większość autorów na YouTube bardzo przeżywa, choć prawie nigdy nie publicznie, bo to mogłoby im zaszkodzić. Odbiorcami treści są głównie dzieci. Tak, dzieci i mówię tutaj zarówno o najmłodszych, jak i studentach pierwszych lat, których też tak postrzegam, choć jestem jeszcze przed 30. Większość autorów, których zaczyna to zastanawiać, patrzy wtedy w statystyki i wmawia sobie, że wizja podkręcona przez Google na rzecz reklamodawców jest prawdą. Szkoda, że nie zaglądają potem w komentarze, które pełne są naiwnie postrzeganych wartości oraz rodzących się z tego pyskówek. Nie mówię już o wulgarności i zwykłym chamstwie. Póki sam byłem młody i gniewny, nawet tego nie zauważałem. Teraz jestem jednak stary i zdaję sobie sprawę z tego, że autor także ponosi odpowiedzialność za to, do kogo dociera. Stąd pomysł, żeby porobić rzeczy inaczej, mniej krzykliwie i bardziej merytorycznie. Jeśli nie wydaj się to dla Ciebie atrakcyjne, to właśnie masz dobrą okazję na anulowanie subskrypcji.

Co teraz będę robił? Nie chcę nic obiecywać, ale pierwszy krok już widzicie – chodzi mi o tego bloga. Wcześniej tworzyłem na wielu różnych stronach, teraz jeśli już mi coś do głowy przyjdzie, to pojawi się tutaj. Niezależnie od tego, czy będzie o grach, technologiach, piwie, wirtualnej rzeczywistości czy też produkcji oprogramowania. Oprócz tego zostanie Twitter oraz Facebook, na obu postaram się być częściej. Chcę też uspokoić wszystkich fanów, którzy za Chranie daliby sobie uciąć prawą rękę. Po pierwsze, już byście jej nie mieli, po drugie – planuję tutaj zrobić archiwum starych tekstów i filmów. Dajcie mi tylko trochę czasu, żeby wszystko pozbierać, bo trochę tego jest. Ostatecznie pozostał też w mojej orbicie jeden, jedyny projekt z przeszłości – The Game. Jest to moje oczko w głowie i choć aktualnie produkcja jest zawieszona, wrócę do niej jak tylko wygospodaruję i zaplanuję odpowiednio dużo czasu… Na koniec ukradnę tekst Quaza i napiszę GAME ON. Jakoś mi tutaj pasuje – do usłyszenia w mediach społecznościowych.


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *