Piksele to przyzwoity film

Nie chcę tego wpisu przedłużać, bo nie mam zamiaru pisać recenzji. Szczególnie takiej przeintelektualizowanej, pełnej wysmakowanego języka i praktycznie pustej, jeśli chodzi o istotną treść – od tego są autorzy serwisów filmowych, którzy na nasze nieszczęście coraz częściej zajmują się grami. Jeśli nie chce się Wam czytać dalej, napiszę krótko: Piksele to film przyzwoity, w porywach dobry. Na serio, jestem w stanie go polecić, z tym że tylko miłośnikom głupkowatych komedii.

Najpierw była krótkometrażówka, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie efektami. Potem ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić z niej film pełnometrażowy i to było ciekawe posunięcie. Na premierę czekałem aż do pierwszego zwiastuna, który w zasadzie odwiódł mnie od wizyty w kinie. Szybko uznałem tę decyzję za słuszną, bo na film spadła wręcz miażdżąca fala krytyki. Co najgorsze, w słowach nie przebierali także gracze, którzy zazwyczaj ciepło odnoszą się do projektów dotyczących ich kultury. Wszystko to razem sprawiło, że w końcu zupełnie o Pikselach zapomniałem…

Aż do czasu ostatniej niedzieli, gdy nie mogąc znaleźć nic sensownego do oglądania, ostatecznie zdecydowaliśmy się na film z Sandlerem. Jak przystało na aktora grającego główną rolę, produkcja jest lekka, trochę absurdalna i często głupkowata. Jednocześnie ma prostą, ale dobrze napisaną historię, rewelacyjne efekty specjalne, zabawne postaci oraz kilka budzących uśmiech dowcipów. Czy trzeba czegoś więcej od komedii, w której ludzie są atakowani przez kosmitów wyglądających dosłownie jak przeciwnicy z Galagii?

Ważne w Pikselach jest także to, że z szacunkiem traktują materiał źródłowy. Choć wydawało mi się to trudne, potyczki z kanciastymi przeciwnikami wyciągniętymi ze starych gier cieszą oko i dobrze oddają klimat faktycznej rozgrywki. Sami gracze, czyli bohaterowie ratujący świat, pokazani zostali stereotypowo, ale z dystansem – wyszła z tego trochę taka Zemsta frajerów, ale o klasę lepsza, jeśli chodzi o poziom serwowanego kina. Niektórym nerdom może to przeszkadzać, mi odpowiadało.

Piksele w swej prostocie dobrze oddają klimat czasów, w których gry składały się z kilku punktów a za fabułę służyła okładka kartridża (z ilustracją, która i tak nie miała nic wspólnego z faktyczną zabawą). Choć wyda się to kontrowersyjne, stawiam je wyżej niż Ralpha Demolkę, który pod względem scenariusza jest ich zupełnym przeciwieństwem. Tam gry wydały mi się tylko tłem dla dość nudnej opowiastki i disneyowskiego przesłania, w Pikselach są natomiast prawdziwymi bohaterami – film został po prostu do nich dostosowany.

Źródło obrazka: gamespot.com


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *