Panty Party – recenzja

Majteczki w kropeczki…

Manga, dziwna fabuła, ładne dziewczyny, słodziutkie dziewczynki i majtki. Dużo majtek. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę musiał wprowadzić czytelników w opowieść o grze skupiającej się na majtkach. Panty Party wydaje się jednym z tych tytułów, które zostały stworzone jedynie w celu zadowolenia specyficznej grupy odbiorców zafascynowanej wirtualną bielizną, najlepiej noszoną przez młode piękności. Długo się zastanawiałem nad tym jak podejść do tego slashera, czy w ogóle o nim pisać i czy dam radę wycisnąć z siebie więcej niż kilka słów. Ostatecznie nie było tak źle, co wrażliwszym radzę przestać czytać już teraz, a reszcie życzę miłej lektury. Wy chore zwyrole…

…w paski, w kratkę, całe białe.
W Panty Party wcielamy się w Yurikę, uczennicę szkoły średniej, która została wytypowana na jednego z Wojowników Miłości mających uratować bieliznę całego świata. Wszystko zaczyna się od spotkania żyjących (a jak nie inaczej) majtek, które oświadczają bohaterce, że jest wybranką. Okazuje się, że nasza protagonistka darzy tę część garderoby niezwykłą miłością, przez co jest w stanie widzieć więcej niż przeciętny człowiek. Bielizna oraz ludzkość nigdy nie były bardziej zagrożone, niezwykle okropna postać o imieniu Bonzi zamierza zamienić wszystkich w tak samo skrojone i jednobarwne majtki. Po krótkiej wymianie zdań i wstępnym wyjaśnieniu sytuacji, bohaterka zostaje zamieniona w marzenie każdego fetyszysty i rusza do walki ze sługami głównego złego.


Panty Party z pewnością nie może się pochwalić inteligentnymi dialogami…

Każda potyczka w Story Mode zostaje poprzedzona rozmową mająca wytłumaczyć nam co się dzieje, z kim walczymy i dlaczego. Sekcja dialogowa została niezwykle zlekceważona. Rozmowy zostały przedstawione w formie zaczerpniętej z Visual Novel, ale w przeciwieństwie do przedstawicieli tego gatunku, w Panty Party wszystkie kwestie są z góry ustalone, zaś my możemy je jedynie przewinąć. Historia, pomimo niezwykle nielogicznego związku przyczynowo-skutkowego, jest momentami zabawna z powodu wyczuwalnej satyry skierowanej w fanów anime. Jeżeli ktoś nie ma zamiaru zagłębiać się w fabułę, szczęśliwie jest możliwość pominięcia wszystkich scen za pomocą jednego kliknięcia.

Ej, pokaż majty!
Wszystkie walki mają ten sam cel – zwycięstwo poprzez likwidację. Czasem polega to na pokonaniu wszystkich przeciwników, a innym razem wystarczy zgładzić jedynie głównego bossa. Niezależnie od warunków, zazwyczaj przyjdzie nam walczyć z więcej niż jednym egzemplarzem ożywionej bielizny w tym samym czasie. Jak to w klasycznych slasherach bywa, każda potyczka opiera się na dziesiątkach, a czasem nawet setkach kliknięć myszką. By nieco urozmaicić nasze zmagania, mamy do wyboru wiele postaci, z których każda posiada inny zestaw trzech broni oraz odmienne bonusy z Pasji (czegoś na wzór furii uruchamianej po zadaniu odpowiednio dużych obrażeń). Misje mają także dodatkowe cele, po spełnieniu których odblokowana zostaje kolejna para majtek, a jeśli ktoś po ukończeniu głównego wątku będzie czuć niedosyt, w trybie Arcade może podjąć się walki z falami agresywnej odzieży spodniej.


… ale niektóre z nich sprawiły, że prawie oplułem monitor

Pod względem grafiki przyjdzie nam się cofnąć o blisko dziesięć lat, ale jeżeli zdecydujesz się w to grać, prawdopodobnie nie będzie Ciebie interesował kunszt artystów pracujących nad tym tytułem. Przez większość czasu nasz ekran jest oblegany przez bieliznę i śmiem twierdzić, że jest to jedyna rzecz, do której włożono choć odrobinę serca. Efekty towarzyszące wszystkim ciosom wyglądają niezwykle arcade’owo i przypominają fajerwerki z już nieco podstarzałych jRPGów, co dla niektórych może być plusem. Dialogi napisano w języku japońskim i nie powinno to być jakimkolwiek zaskoczeniem. Rozmowy prowadzone są tak samo jak w każdym anime, dużo wokalnej ekspresji i masa emocji płynących z każdym słowem. Ma to swój urok jak i powód do śmiechu, w szczególności, gdy dochodzi do wymiany zdań o równości wobec wszystkich typów dolnej części garderoby.


Bielizna wyglądająca jak miś, strzelająca z karabinu maszynowego. Taaaaaa…

Opinia jest jak bielizna…
Dowiedzieliście się już wszystko na temat tej gry. Serio, to już koniec. Temat się wyczerpał. Jest krótka, uboga w treść i bardzo szybko staje się monotonna – najzwyklejsza jednorazówka, choć ktoś próbował zawrzeć w niej element zachęcający do powtarzania misji. Niestety, możliwość odblokowania kolejnych par majtek nie jest czymś, co miałoby sprawić, że warto zatrzymać się nad tą grą nieco dłużej. Może to i lepiej, szkoda czasu i nerwów. No chyba, że należycie do tej specyficznej grupy odbiorców…

 

Zalety:

  • Dużo postaci do wyboru
  • Miejscami bywa śmiesznie

Wady:

  • Monotonna walka
  • Fabuła może wprawić w zakłopotanie
  • „Zapchaj dziura” o nazwie Arcade mająca wydłużyć ukończenie gry w 100%

najgorzej_info1
Ograna platforma: PC; Developer: Animu Games; Wydawca: Animu Games; Data premiery: 24.01.2017


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Jedna myśl na temat “Panty Party – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *