Oh…Sir! The Insult Simulator – recenzja

Dojrzałe gimnazjum.

Patrzycie na siebie z nienawiścią. W przypływie gniewu zamierzałeś dokonać najgorszego, ale w ostatnim momencie ugryzłeś się w język. Drżącą z emocji ręką złapałeś za filiżankę i upiłeś odrobinę herbaty. Wziąłeś kilka głębokich wdechów, zacząłeś rozmyślać. Ten siwy dziad pożałuje, że nie chciał ustąpić ci miejsca w pociągu. Tylko od czego zacząć. Myśl, myśl! Nagle, olśniło cię. Uśmiechnąłeś się, spojrzałeś z pogardą na swego oponenta i powiedziałeś donośnym głosem „śmierdzisz jak wiadro wymiocin!”. Teraz się nie pozbiera…

Jeżeli kiedykolwiek zatęskniliście za szkolnym wyzywaniem się, obrażaniem rodziny i porównywaniem do najbardziej abstrakcyjnych rzeczy tylko po to, by zabrzmiało to jak wspaniałe wyzwisko, mam dla was dobra wiadomość. Ekipa z Vile Monarch postanowiła przypomnieć nam czasy gimnazjum (lub podstawówki, niektórzy gimnazjum nie mieli…) tworząc grę opierającą się na pojedynkach słownych. Oh…Sir! The Insult Simulator to nic innego jak tytuł, w którym możemy „nauczyć się” wspaniałych, werbalnych ripost, które przymkną usta każdego gaduły.

ohsir_ss1

Twoja matka nigdy nie widziała serii Star Wars!

Indyki mają w zwyczaju albo skupiać się tylko i wyłącznie na fabule, albo kompletnie ją olewać. Omawiana produkcja zdecydowanie nie jest przedstawicielem pierwszej grupy – scenariusz praktycznie nie istnieje. Jedyny element, który w jakikolwiek sposób kształtuje historię, to uzależniona od lokacji (o nich jeszcze będzie), wstępna rozmowa postaci. Dyskusje te opierają się na konflikcie poglądów, który postanowiono rozwiązać soczystymi wyzwiskami. Czy trzyma się to całości? Niekoniecznie, ale uwierzcie mi, tej grze wychodzi to na dobre.

Rozgrywka, jak możecie się domyślić, opiera się na formułowaniu odpowiednich wyzwisk w kierunku naszego oponenta tak długo, aż zdrowie jednego ze złorzeczących spadnie do zera. Zdania budujemy z podmiotów, orzeczeń, spójników oraz zakończeń, które w odpowiednim połączeniu mogą tworzyć niesamowicie długie i niezwykle raniące wypowiedzi. Jest to o wiele trudniejsze niż się może wydawać, wszystkie części zdania znajdują się na wspólnym stole, z którego możemy wybrać tylko jedną składową na turę. Odpowiedni algorytm zazwyczaj dobiera takie słownictwo, by umożliwić każdemu z graczy ułożenie chociażby najprostszego zdania. Jednakże, z powodu naprzemiennego budowania drwiny, istnieje możliwość zblokowania przeciwnika, zabierając mu ostatnie orzeczenie, którego tak bardzo potrzebuje by jego zdanie nabrało sensu. Dzięki takiemu zagraniu jego wypowiedź nie zada nam żadnych obrażeń. Oczywiście, to może się przytrafić także nam, ale na szczęście mamy do dyspozycji koła ratunkowe.

Dawno się tak nie śmiałem do monitora.

Pierwszym ratunkiem są prywatne części zdań. Każdy z graczy ma do dyspozycji dwie składowe, które mogą być używane naprzemiennie ze słowami znajdującymi się na wspólnym stole. Ich największą zaletą jest fakt, że nasz przeciwnik ich nie widzi, co umożliwia nam potajemne konstruowanie przeraźliwie obrzydliwego tekstu, którym obsmarujemy całą rodzinę naszego wroga. Czasami zdarzy się jednak, że żadne z naszych prywatnych słówek nam do niczego nie pasuje. Dżentelmeńska wymiana zdań umożliwia przemyślenie swych słów i napicie się herbaty. Po skosztowaniu tego zacnego trunku, nasza postać otrzymuje dwa kompletnie nowe zwroty prywatne. Czynność można wykonać jedynie raz na turę, zalecam więc ostrożne używanie tej mocy.

ohsir_ss2

Twoją siostrę można złapać w Pokemon GO!

Jedną z większych zalet jest oprawa graficzna, za którą należy się solidny Najgorszy Uścisk Dłoni. Walka dżentelmenów została zobrazowana starannie wykonanym pixelartem, którego stylizacja przypomina kubizm z dwudziestego wieku. Artur „Perski” postarał się o to, by część wizualna odpowiednio komponowała się z tematyką produkcji. Widok dwóch szykownie ubranych mężczyzn kłócących się o to, czy jeden z nich zabił niewinnego przechodnia, czy może tylko znalazł te zwłoki i postanowił z nich zrobić stolik do herbaty, brzmi nieco przerażająco – szczęśliwie, kolorowe ilustracje odpowiednio łagodzą temat. Groteska wylewa się litrami, a teksty, jakie szyjemy z kolejnych części zdań, dodatkowo potęgują klimat.

Skoro mowa o grafice, warto wspomnieć o lokacjach, jakie mamy okazję odwiedzić z naszymi dzielnymi gadułami. Przyjdzie nam wyzywać się w, inspirowanym skeczem Monty Pythona, sklepie zoologicznym, nad jeziorem, w pociągu, przy stole operacyjnym i przed bramami do nieba. Każdy poziom wyróżnia się unikalnymi zwrotami odnoszącymi się do otoczenia, w którym nasi protagoniści się znajdują. W sklepie możemy nawiązać do martwej papugi, nad jeziorem do zastrzelonego mężczyzny i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej…

Podczas potyczek towarzyszyć nam będzie muzyka kojarząca się z czasami, kiedy każdy mężczyzna chodził w meloniku lub cylindrze, a samochody były wydatkiem tylko dla najbogatszych. Muszę przyznać, nie jestem w stanie wyobrazić sobie lepszej ścieżki dźwiękowej do tego typu gry – idealnie komponuje się z panującym klimatem. Jednakże, najważniejszym elementem audio są głosy, które czytają ułożone przez nas wypowiedzi. Panowie z Vile Monarch dołożyli wszelkich starań by nasze (często bezsensowne) obelgi zostały zwokalizowane z odpowiednim tonem. Bohaterowie mówią z przerysowanymi akcentami, a z powodu modelu rozgrywki, zdania często brzmią jak przeczytane przez specyficzny syntezator mowy. Z tego powodu wymiana bluzgów brzmi niezwykle komicznie, czyli tak jak autorzy zaplanowali.

ohsir_ss3

Twoja czapka wygląda jak dziki bez!

Na końcu warto wspomnieć o ostatniej, dość istotnej rzeczy – multiplayerze. Występuje on w dwóch formach: lokalnie i przez sieć. Pierwszy wariant ma niesamowity potencjał, szczególnie z powodu możliwości podpięcia się do kanału Twitch. Wtedy o sile naszej obelgi decydują widzowie, co jest świetną formą angażowania swoich fanów na streamie, chyba że ktoś nie lubi spamu na czacie. Problemy pojawiają się kiedy dochodzi do grania przez sieć. Oh…Sir! posiada bardzo uproszczony ranking, który zlicza zwycięstwa oraz porażki, na podstawie których wylicza naszą pozycję. Idea jest wspaniała, ale z powodu zbyt łagodnego podejścia wobec graczy, ci znaleźli sposób na nadużywanie systemu. Braku kary za wychodzenie w trakcie gry powoduje, że 90% meczy kończy się ucieczką oponenta, gdy ten zacznie przegrywać. Irytuje to strasznie, mam nadzieję na niewielki patch, który będzie liczył wyjścia z gry jako porażki.

Muszę przyznać, dawno się tak nie śmiałem do monitora. Ekipa z Vile Monarch dołożyła wszelkich starań, by rozbawić gracza. Jednak, pomimo niezwykle prześmiewczego tematu i humorystycznej kreacji, ich indyk jest najwyższej próby. Każdy element został stworzony z sercem, zaś samopiszące się dialogi zasługują na statuetkę Pomysłowego Dobromira. Jeżeli kiedykolwiek będę miał okazję, chętnie uścisnę im wszystkim dłonie gratulując pomysłu i dziękując za godziny z bananem na twarzy.

 

Zalety:

  • Inspiracja Monty Pythonem
  • Wieczny banan na twarzy gwarantowany
  • Zabawne achievementy, które zachęcają do dalszego grania
  • Śliczny pixelart
  • Nawiązania do popkultury

Wady:

  • Brak kar za wyjście przy multiplayerze

najgorzej_info1
Ograna platforma: PC; Developer: Vile Monarch; Wydawca: Gambitious Digital Entertainment Data premiery: 25.10.2016

Źródła obrazków: vilemonarch.com


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *