Mirror’s Edge

Parkour z coraz większą siłą przedostaje się do mediów. Na początku można było obejrzeć lub przeczytać reportaże, które traktowały to zjawisko jako ciekawostkę. Później francuzi z sukcesem nakręcili kilka obrazów kinowych. Teraz ta sztuka nowoczesnego przemieszania się trafiła do gry –  rozgrzejcie nadgarstki, czas pobiec po krawędzi lustra!

Rozpocznę typowo, bo od fabuły. Ta w ME niewątpliwie jest, a żeby tego było mało – prezentowana jest za pomocą świetnie wykonanych przerywników w postaci filmu animowanego. Niech nie zwiedzie Was mój ton, Mirror’s Edge naprawdę może pochwalić się ciekawą historią. Wcielamy się w Faith, apetyczną Azjatkę, która zarabia na życie jako kurier. W świecie przyszłości trzeba mieć wysokie kwalifikacje, aby wykonywać ten zawód. Wszystko przez wszechobecne kamery oraz inwigilację totalną. Twórcy gry postawili na scenariusz, w którym społeczeństwo zgodziło się na drastyczne ograniczenie swoich praw w zamian za czysty oraz bezpieczny świat, w którym może (z trudem) funkcjonować. Jak zwykle bywa w takich przypadkach – pojawiła się grupa osób, które niekoniecznie pałają chęcią udziału w wielkim reality-show. Faith oraz inni biegacze pomagają przenosić informacje, które nie powinny wpaść w łapska wszędobylskich stróżów prawa. Sprawa komplikuje się, gdy jej siostra zostaje wplątana w morderstwo a służby ochrony postanawiają „zlikwidować” działalność ruchu oporu.

Nie da się ukryć, że jedną z największych zalet Mirror’s Edge jest, jak dotąd niespotykany, system przemieszania się. Aż dziw bierze, że panowie z DICE, którzy przez większą część swojej zawodowej pracy tworzyli kolejne odcinki Battlefielda, potrafili tak perfekcyjnie dopracować movement postaci. Tej grze zdecydowanie bliżej jest do Prince of Persia lub Assassin’s Creeda! Nasze możliwości wspinaczki uzależnione są od rozwiniętej podczas biegu prędkości. Bezbłędny i dynamiczny przebieg jest bardzo satysfakcjonujący i efektowny. Każde potknięcie lub niebezpieczny upadek spowalnia Faith a tym samym utrudnia wykonanie najbardziej wysublimowanych technik. Jednak genialny system animacji to nie wszystko – na brawa zasługuje również stosunkowo proste sterowanie. Owszem, odbiega ono od ogólnie przyjętych norm, ale jego nauka nie trwa dłużej niż specjalnie przygotowany prolog-samouczek. Z uznaniem przyznam, że podobnie jak we wspomnianych grach UbiSoftu, pad nie jest utrapieniem przy pokonywaniu kolejnych wirtualnych przeszkód. Jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwość – zastosowana perspektywa nie dezorientuje gracza. Można nawet obejrzeć nóżki naszej protegowanej!

Oprawa tej gry jest nietypowa. Zaryzykuję stwierdzenie, że Mirror’s Edge pod tym względem jest klasą samą w sobie. Ten wysmakowany minimalizm nie wszystkim się podoba, ale ja osobiście zostałem oczarowany kunsztem grafików. Krawędź lustra jest po prostu perełką, prawdziwym dziełem cyfrowej sztuki i szczytem wyrafinowania jeśli chodzi o proponowane wzornictwo.  Każdy kolejny etap operuje na odrobinie innej palecie przepalonych i oślepiająco jaskrawych kolorów. Te z pozoru bezsensownie dobrane barwy tworzą niesamowicie spójny oraz barwny obraz. Zachwycają nawet takie detale jak pojawiające się w świecie gry logotypy lub malunki – myślę, że większość z nich mogłaby trafić do uznanych galerii sztuki nowoczesnej. Nie będę się nawet czepiał kilku słabszych tekstur czy odrobinę zbyt „ząbkowatych” krawędzi – całokształt grafiki skutecznie przesłania te drobne wpadki. Pięknej grafice towarzyszy równie dopracowana muzyka. Znany ze zwiastunów utwór Lisy Miskovsky na stałe zagościł w pamięci mojego odtwarzacza MP3. Tło muzyczne pojawiające się w grze utrzymane jest w podobnej stylistyce – górę biorą bardzo klimatyczne ambienty. Okazyjnie usłyszeć można coś szybkiego, zazwyczaj wtedy, gdy na karku mamy kilku złych gość uzbrojonych w broń palną. Oprawa dźwiękowa jest dobrze wyselekcjonowana oraz dopasowana i bardzo skutecznie potęguję pojawiające się podczas gry emocje.

Czas na wady. Z ubolewaniem stwierdzam, że takowych nie dostrzegłem. Bardzo ciężko jest ocenić grę, która od samego początku całkowicie mnie uwiodła. Ciężko jednak nie zauważyć podstawowych problemów, które mogą przeszkadzać części graczy. Na pewno jednym z nich jest stosunkowo krótki czas zabawy. Wprawny i zacięty maniak może ukończyć przygody Faith w przeciągu kilku godzin. Na sam koniec może się dodatkowo rozczarować, bo choć dobrze napisany i przemyślany scenariusz ME stanowi całość, to trudno nie zauważyć, że EA planuje stworzyć z gry trylogię. Jednych otwarte wątki zaciekawią, innych zdenerwują. Podobnie jest z oprawą – część graczy może narzekać na wszechobecne „przepalenie” i stylistykę całość. Irytujący może być również brak pełnoprawnego trybu multiplayer, do dyspozycji dostaliśmy jedynie odpowiednik klasycznej próby czasowej. Czasy przebiegów wybranych etapów trafiają do rankingu online.

Jak w przypadku każdego dzieła sztuki, dużą rolę w ocenie odgrywa poczucie estetyki oraz gust recenzenta. Mnie spacer po krawędzi lustra usatysfakcjonował w pełni – zachwyciłem się każdym elementem tej produkcji. Jest to niewątpliwie jedna z najlepszych gier tego roku. Niestety, tytuły wyjątkowe często spotykają się z brakiem zainteresowania ze strony mniej wymagającego klienta – taki los może spotkać również Faith.

8/10

PS. Fani koncepcji Mirror’s Edge mogą do oceny końcowej dodać jeden punkt.


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *