KillZone 2

KillZone 2 to jeden z najważniejszych tytułów na PlayStation 3. Czarnulka od samego początku miała problem z tzw. ekskluzywnymi grami. Większość twórców uznanych serii odwróciła się od Sony’ego i zaczęła tworzyć tytuły na konkurencyjną konsolę Microsoftu. Na opustoszałym polu walki pozostała jednak Guerilla Games i ich owiana legendą Strefa Śmierci. Czas przekonać się, czy są jeszcze gry, dla których warto kupić PS3.

Pierwszy KillZone miał jasno określony cel – odebrać Halo zacny tytuł króla konsolowych FPS-ów. Niestety, ta sztuka się nie udała. Ciekawy scenariusz i niezła grafika nie wystarczyły, bo produkcji tej brakowało ostatniego szlifu oraz grywalności. Mimo wszystko, Sony postanowiło zaryzykować i przenieść tę markę PSP oraz PS3. O drugiej części stało się głośno, gdy w 2005 roku podczas E3 zaprezentowano niesamowity trailer. Jakość grafiki była tak fenomenalna, że część osób zaczęła powątpiewać w jej autentyczność. Niestety, okazało się że filmik był jedynie prerenderowaną „wizją” gry. Po wielkim zawodzie panowie z Guerilla Games obrali sobie za punkt honoru stworzenie oprawy, która dorówna, a nawet przewyższy osławiony zwiastun.

Crysis się zawstydził

Jeśli miałbym w skrócie opisać jakie wrażenie wywołuje grafika, to użyłbym ulubionego słówka mojego znajomego: killzowned! Pod tym względem dzieło Holendrów kładzie konkurencję na łopatki. Moc obliczeniowa przepotężnego CELL-a wykorzystywana jest do równoczesnego generowania sześciu różnych obrazów, których końcowe połączenie po prostu zachwyca. Można powiedzieć, że nakładanych jest 5 różnorodnych filtrów, których działanie wydobywa i podkreśla barwy oraz graficzny przepych. Na uznanie zasługują m.in. doskonałe efekty cząsteczkowe. Ojczysta planeta Helgan jest miejscem zniszczonym i niedostępnym, każdy krok postawiony na piaszczystym gruncie wywołuje olbrzymi tuman kurzu rozwiewany przez porywisty wiatr. Dym wydobywający się ze zniszczonych pojazdów jest tak gęsty, że niemożliwe staje się skuteczne celowanie. Podczas przeczesywania szaroburych zabudowań złapałem się na tym, że otumaniony oglądałem wspaniałą grę świateł oraz cieni. Dopiero skuteczny ostrzał wroga zmusił mnie do przerwania refleksji. Nawet jaskrawe ślepia każdego z Helgan są źródłami światła! Nad oprawą KZ2 można rozpływać się długimi godzinami – doskonałe animacje i mimika, sugestywne refleksy słońca, szczegółowe modele, genialny HDR i świetnie wykorzystany DOF – to tylko wierzchołek góry lodowej. Świat wykreowany przez Guerilla Games nie jest realistyczny… jest po prostu piękny, jak z obrazka.

John Williams zazdrości

Muzyka napisana na potrzeby KillZone 2 zasługuje na oddzielne wydanie. Porywające, rozbuchane utwory spokojnie nadałyby się jako tło dla wysokobudżetowego kina sci-fi. Ścieżka dźwiękowa świetnie komponuje się z akcją i skutecznie podnosi ilość adrenaliny w żyłach. Dzięki temu nawet największy cienias będzie mógł poczuć się jak prawdziwy bohater. Dźwięki towarzyszące walce trzymają najwyższy poziom – każde z narzędzi zagłady brzmi świetnie. Aż czuć ich niszczycielską moc. Głosy postaci podłożone zostały bardzo dobrze. Aktorzy wczuli się w rolę, dzięki czemu nasi wirtualni kompani brzmią jak żołnierze z charakterem i jajami. Cóż więcej można napisać – oprawa dźwiękowa, podobnie jak grafika, wykonana została profesjonalnie i prezentuje najwyższą jakość. Czuć, że wyprodukowanie KillZone 2 kosztowało wiele milionów dolarów, twórcy nie pozwolili sobie nawet na najmniejsze potknięcie. Cieszą również drobiazgi. Będąc blisko mówiącej postaci, słyszymy jej głos i możemy bez problemu określić jej położenie. Gdy nasz rozmówca odbiegnie, możemy usłyszeć resztę dialogu przez radio, ale dźwięk będzie już zupełnie „płaski”. Oczywista oczywistość, ale nawet w Resistance 2 twórcy o tym nie pomyśleli.

Resistance złożył broń

Podczas gry w KillZone 2, wcielamy się w sierżanta Tomasa „Seva” Sevchenko. Jest członkiem elitarnego oddziału Alpha, w skład którego wchodzą starzy znajomi: Dante Garza, Rico Velasquez oraz Shawn Natko. Sequel rozwija historię opowiedzianą w części pierwszej oraz KillZone: Liberation wydanego na PSP. Po dwóch latach od ataku Helgan na Vektę – jedną z ludzkich kolonii – siły ISA przeprowadzają olbrzymią inwazję w kierunku ojczystej planety wroga. Cel jest prosty: pojmać imperatora Scolara Visari – autora porywających przemówień i jednego z najbardziej charyzmatycznych czarnych charakterów w historii gier. Sev wraz ze swoją wesołą drużyną trafia za linię wroga. Ich zadaniem będzie wsparcie zwycięskiego pochodu sprzymierzonej armii. Historia opowiedziana w KZ2 nie zaskakuje niczym nowym, ale świetnie motywuje do dalszej zabawy. Razem ze swoimi kompanami przeżyjemy chwile tryumfu, tragedii oraz porażki. Dramatyczne zwroty akcji sprawiają, że aż chce się chwycić karabin i rzucić do walki. Wszystko to osiągnięto bez uderzania w wysoki ton. Ponadto w scenariuszu znalazło się miejsce dla postaci żeńskiej, sympatycznej pani doktor. Przyznam z ręką na sercu, jest to jedna z nielicznych nieatrakcyjnych kobiet występujących w FPS-ach. Miła odmiana.

Gears of War się chowa

Po rozpoczęciu gry można poczuć pewien dyskomfort. Sterowanie w KillZone 2 jest odrobinę inne i po przygodzie z Resistance 2 musiałem przez dłuższą chwilę przyzwyczaić się do odmiennego obłożenia przycisków. Jest kilka predefiniowanych schematów, ale ostatecznie wybrałem ten domyślny. Całe zamieszanie spowodowane jest dość nowatorskim systemem ukrywania się za przeszkodami. Gdy kucniemy w pobliżu osłony, sierżant Sevchenko przylgnie do niej i dalszy ostrzał wroga będziemy mogli prowadzić wychylając się zza rogu. Owszem, to już było, ale nie przypominam sobie, aby ktoś zaryzykował wprowadzenie tej mechaniki bez zmieniania perspektywy. W KZ2 kamera nie przeskakuje nad bohatera, a mimo to mamy świetny wgląd na sytuację dziejącą się dookoła. Autorzy pokusili się również na kilka rozwiązań wykorzystujących możliwości Six Axisa. Machając padem, przekręcamy zawory i uzbrajamy ładunki wybuchowe, za pomocą delikatnych ruchów możemy celować przez lunetę snajperki. Całe szczęście ograniczono się tylko do tego – osoby o marnych zdolnościach manualnych mogą spać spokojnie.

Halo w końcu przegrało

Rozgrywka jest zróżnicowana i emocjonująca. Jeśli kiedyś powstanie futurystyczny Call of Duty, to powinien wyglądać jak KillZone 2! Mamy tutaj taktyczne potyczki na otwartej przestrzeni oraz zacięte strzelaniny w ciasnych uliczkach i pomieszczeniach. Bardzo często walczymy ramię w ramię z żołnierzami ISA i musze przyznać, że dzięki ich pomocy przeżyłem wiele gorących sytuacji. Sztuczna inteligencja jest bardzo dużą zaletą tej gry. Helganie nie są stojącym w miejscu mięsem armatnim. Przeciwnicy są cały czas w ruchu, wspólnie szturmują, ostrzeliwują i flankują. Ich skuteczność nie polega na tym, że z dwóch kilometrów potrafią odstrzelić musze skrzydełka – zachowują się racjonalnie i potrafią zaleźć za skórę, szczególnie na wyższym poziomie trudności. Zwykli szeregowi sił ISA również sprawnie dają sobie rade na polu walki – szukają osłon i wzajemnie się osłaniają. Ale nie ma róży bez kolców. Kilka wpadek przydarzyło mi się podczas misji wykonywanych wraz z członkami wspomnianego oddziału Alpha. Czasami się gubią – zostają w tyle lub zbyt daleko wybiegają w przód. Raz biedny Natko zablokował się pod schodami, a następnie zaczął biegać w kółko. Do akcji wrócił dopiero w następnym loadingu. Mimo to nasi kumple starają się poruszać w zwarciu i osłaniać nas podczas walki. Można na nich liczyć.

World at War umiera

KillZone 2 nie ogranicza nas do ciągłego poruszania się pieszo. Już na samym początku zabawy będziemy mogli postrzelać z czołgu. Później zasiądziemy za sterami jeszcze bardziej niszczycielskiego mecha. Do naszej dyspozycji są również stacjonarne CKM-y a w pewnym momencie będziemy mogli postrzelać z działa przeciwlotniczego. Możemy według własnego uznania podnieść każdą broń pozostawioną na polu walki. Dostępny arsenał jest dość standardowy – dwa pistolety, kilka lekkich i ciężkich karabinów szturmowych. Jest również nieśmiertelna wyrzutnia rakiet. Jedyną niestandardową bronią jest świetnie wykonana spawarka. Kiedy trzyma się ją w dłoniach, można poczuć się jak największy twardziel w okolicy. Asortyment środków masowego rażenia uzupełniają granaty zaczepne oraz paraliżujące. Zaskakująco efektywny jest atak kolbą lub nożem. Animacje śmierci Halgan są niezrównane – nawet Euphoria z GTA IV jest mniej efektowna. Prawdziwy dance macabre!

KillZowned!

Druga część KillZone nie jest pozbawiona wad, zauważyłem kilka słabszych tekstur, a raz zmuszony byłem do ponownego wczytania gry ze względu na zawieszenie się skryptu. Co z tego, jeśli walka z Vasarim od samego początku wciąga po uszy. Dzieło programistów i projektantów z Guerilla Games urzeka przepiękną oprawą, niesamowicie grywalnymi etapami oraz ciekawym scenariuszem. Tak powinny wyglądać gry nowej generacji, obok Metal Gear Solid 4 jest to najważniejsza gra dedykowana PS3 – pozycja obowiązkowa! Marsz do sklepów.

9+/10

Artykuł ukazał się na:
Valhalla.pl


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Jedna myśl na temat “KillZone 2

  1. Ja miałbym tylko taką drobną sugestię, odnośnie tego fragmentu:

    „Nawet jaskrawe ślepia każdego z Helgan są źródłami światła!”

    Helghan to planeta, a rasa na niej żyjąca to Helghaści 😉

    Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *