Heavenly Sword

Dużo było wokół tego tytułu kontrowersji. Premierę ciągle przekładano, a wiele osób narzekało przy tym, że czeka nas God of War w spódnicy (choć Kratos również kieckę nosił). Jednak najważniejszym tematem sporów była grafika – po aferze z KillZone 2, mało kto wierzył w przepiękne wdzięki Nariko. Bitwy fanów ze sceptykami nie ustawały, kto wrócił z tarczą?

Premiera Niebiańskiego Miecza zaskoczyła. Przebiegła wyjątkowo cicho i spokojnie. Ninja Theory, odpowiedzialne za to dzieło, utarło wszystkim nosa. Nariko w istocie okazała się przepiękna, podobnie jak cały świat ją otaczający. Mimo wszystko, Heavenly Sword wywołał mały zgryz – zachwycał i zawodził jednocześnie. Ostatecznie gra skończyła z dość niską, jak na pewny hit, średnią oceną ustaloną przez Metacritics.

Tytułowe miecz to ostrze o niesamowitej mocy. Strzeże go klan, którego przywódcą jest Shen, ojciec naszej bohaterki. Magiczny artefakt upatrzył sobie król Bohan, który ściga rodzinę Nariko – z pomocą Niebiańskiego Miecza on i jego „nadzorca” posiedliby niewyobrażalną siłę. Streszczając fabułę w dwóch słowach: uratuj świat. Ale taki opis jest dla gry Team Ninja bardzo krzywdzący, bo choć scenariusz wydaje się płytki, z czasem można dostrzec jego prawdziwą wartość. Już na początku rozgrywki Shen zostaje schwytany a Nariko, mimo jego zakazu, chwyta za rękojeść miecza. Jak głosi legenda – daje on władzę ale jednocześnie sieje olbrzymie spustoszenie. Niebiański Miecz łaknie krwi każdego – zarówno swoich ofiar, jak i wojownika, który go dzierży.

Od tej chwili zaczyna się tragiczna historia rudowłosej bohaterki, która wkracza na ścieżkę zemsty. Towarzyszy jej Kai – najbardziej oddana przyjaciółka. Ta drobna, niezwykle umalowana i ubrana, dziewczyna jest jedną z najciekawszych postaci, jakie pojawiły się w grach. Tajemnicza, szalona, wierna i budząca żywą sympatię. Postacie to jeden z najmocniejszych atutów Heavenly Sword. Są one świetnie nakreślone i doskonale zagrane – sprawiają, że scenariusz nabiera dodatkowego blasku. Każdy z głównych bohaterów pochwalić się może głosem oraz ruchami prawdziwych, wysokiej klasy aktorów, m.in. Andy’ego Serkisa. Przerywniki w Niebiańskim Mieczu są przepiękne – Kai oraz król Bohan to najlepsze cyfrowe role w historii.

Grafika jest jak każdy widzi – wspaniała. Zachwycają tekstury oraz krajobrazy. Twarze w zbliżeniach wyglądają niesamowicie. Jeśli wciąć pod uwagę całokształt, to Heavenly Sword można uznać za jeden z najpiękniejszych dostępnych obecnie tytułów. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zauważył kilku wad. Narzekać można na skąpą, w pewnych momentach, geometrię, małą interakcję oraz minimalne różnice między przerywnikami a prawdziwą rozgrywką. Cały świat gry posiada swój klimat i atmosferę – budują go światła, stylistyka oraz doskonale dobrane efekty – to pozwala uwierzyć, że Nariko porusza się po „realistycznej” baśniowej krainie. Przeglądając Sieć, natrafiłem na opinię jakoby soundtrack był „kiepski”… Nic z tych rzeczy! Muzyka w Heavenly Sword to materiał światowej klasy, godny niejednego wysokobudżetowego filmu. Cytując innego użytkownika: „film na małym ekranie” – te słowa najlepiej oddają jakość oprawy.

Na finisz zostawiłem sobie gameplay. Za ten element Ninja Theory dostało najwięcej klapsów. W zasadzie, można uznać, że Heavenly Sword jest gorszą podróbką God of War. Magiczna broń Nariko potrafi przyjąć trzy podstawowe formy: szybkich, ale mało skutecznych sztyletów na łańcuchach, wyrównanego lekkiego miecza oraz niszczycielskiego potężnego ostrza. Sterowanie jest banalne, ale pozwala na wykonywanie zarówno prostych jak i skomplikowanych kombinacji. Będąc szczerym – wszystko można sprowadzić do losowego naciskania dwóch przycisków odpowiedzialnych za ataki. To nie jest Ninja Gaiden, w którym liczy się perfekcyjne wykonywanie ciosów. Heavenly Sword wybacza pomyłki. Daje rozrywkę, ale nie każdy będzie usatysfakcjonowany. Nariko może podnosić przedmioty porozrzucane na mapie (również ciała) i rzucać je. Wtedy czas zwalnia a my sterujemy obiektem wychylając w odpowiednią stronę pad. Ta umiejętność przydaje się podczas gry Kai. W odróżnieniu od głównej bohaterki, jej bronią jest szybkość, spryt oraz „automatyczna” kusza. Zabawa z filigranową kocicą jest więc bardzo miłą odmianą.

Typową rozgrywkę urozmaicają: QTE, elementy „celowniczka” oraz obowiązkowe walki z bossami. Quick Time Events to standard, ale interaktywne sekwencje od Ninja Theory są dobrze wyreżyserowane i emocjonujące. Podczas dwóch etapów w nasze zgrabne dłonie wpadnie olbrzymia armata. Dzięki niej i właściwościom SixAxis’a będziemy mogli dosłownie zmiażdżyć nadciągające fale przeciwników. Każdą walkę z kolejnymi sługusami Bohana poprzedza i kończy genialna cut-scenka, ale same pojedynki nie wyróżniają się niczym specjalnym. Nie licząc finałowej bitwy…

Streszczenie fabuły potraktowałem po macoszemu, bo nie chcę nikomu zepsuć zabawy. Całą historię poznajemy w formie retrospekcji, aż do końcowego starcia – ostatecznego pojedynku jednego zła z drugim (a tak, właśnie!). Heavenly Sword rozkręca się powoli, leniwie roztacza swój urok. Gracz sam musi szukać pewnych odpowiedzi, część szczegółów jest ukryta lub niedopowiedziana. Wraz z coraz większym rozmachem i dynamiką narastają emocje – można poczuć więź z przedstawionymi postaciami, ich porażki wprawiają w smutek a sukcesy dają radość. Wspomniany finał jest majstersztykiem. Końcowa bitwa to połączenie Władcy Pierścieni, Księcia Persji oraz Gladiatora. Epicki pojedynek, któremu towarzyszą olbrzymie uczucia. Nawet dzisiaj, dobrych kilka tygodni po jego rozegraniu (recenzję piszę „na zimno”), ciarki przechodzą mi po plecach, gdy słucham ostatniego utworu z gry.

Największą wadą tego dzieła, jest fakt, że nie nazywa się „God of War”. Takie wrażenie odnoszę czytając niektóre recenzje. Nie dziwi mnie, więc zniesmaczenie autorów gry. SCEE powierzyło innemu studiu produkcję następcy a Ninja Theory w oparciu o swoje doświadczenie i technologię, zabrało się do tworzenia filmu animowanego. Bardzo dobrze, jestem przekonany, że ich kolejny tytuł (nawet jeśli nie będzie grą) również zaliczy się do grona najlepszych w swoim gatunku. Heavenly Sword oceniam bardzo wysoko, jeśli jesteście niewrażliwymi i otępiałymi fanami prostego mordobicia to możecie odjąć dwa albo trzy oczka z noty końcowej.

 9/10


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

2 myśli na temat “Heavenly Sword

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *