Broken Age, czyli porażka klasycznych przygodówek

Niedawno pochwaliłem się na Twitterze, że znowu zacząłem grać. Tak, można tak powiedzieć, bo choć teraz zdarza mi się to może raz na tydzień, wcześniej bywało, że miesiącami nie uruchamiałem konsoli lub Steama. Ponieważ na pustym blogu wieje przeciąg, postanowiłem, że w miarę możliwości napiszę (lub nagram) coś o każdym tytule, który uda mi się skończyć, albo chociaż wystarczająco pomęczyć. Traf chciał, że ostatnio ukończyłem Broken Age, więc to właśnie ten tytuł doczeka się pierwszego omówienia.

Zacznę od rzeczy oczywistej – kampanii na Kickstarterze. Na ten temat napisano już chyba wszystko, ale nie sposób opowiadać o Broken Age nie poruszając tej kwestii. Gra przygodowa Tima Schafer, choć wtedy jedynie w postaci wizji i tytułu roboczego „Double Fine Adventure”, rozbiła bank i rozpoczęła erę finansowania społecznościowego. Można śmiało powiedzieć, że jest to historyczne dokonanie, tym bardziej, że niezbyt sprawna premiera Broken Age szybko pokazała także słabość tego systemu. Przejścia przy debiucie i podzielenie historii na dwa akty sprawiły, że bardziej interesowałem się narastającą aferą, niż jakością produktu końcowego. Mimo wszystko, chciałem zagrać – w końcu to nowe dzieło Tima a taki research może być niezbędny przy dalszym tworzeniu mojej przygodówki. Okazja ku temu stworzyła się sama, gdy tytuł trafił do kolekcji PS Plus. Pobrałem, pograłem, skończyłem i postanowiłem, w kontraście do bardziej atrakcyjnych form recenzji, dokonać rozbioru oraz analizy poszczególnych elementów tej produkcji.

Muzyka i Grafika

Przez całą grę nie zwracałem najmniejszej uwagi na muzykę. Coś tam sobie brzmiało w tle i dobrze pasowało do tego, co akurat działo się na ekranie. Dopiero przy oglądaniu napisów końcowych, gdy zaczęły przygrywać tematy z różnych fragmentów gry, dotarło do mnie, że są one rewelacyjne! Jednak nic nie zastąpi klasycznych, instrumentalnych standardów, które przez lata tak dobrze służyły wszelkiego rodzaju animacjom. Tym bardziej, że Broken Age wygląda właśnie jak kreskówka, choć jak na mój gust – trochę zbyt niechlujna i infantylna. Trudno jednak krzywić się na styl, bo jest to kwestia bardzo subiektywna. Wiem, że dziwnie jest zaczynać od tak oczywistych elementów, w końcu widać je na zwiastunach, ale oprawa jest po prostu najlepszym elementem tej nad wyraz przeciętnej gry. Świetna praca aktorów podkładających glosy, swoją drogą także tych filmowych – z pierwszej ligi, tylko to podkreśla.

Mechanika

Broken Age to w zasadzie klasyczny point and click. Można nawet powiedzieć, że uproszczony, ponieważ interakcje z obiektami oraz postaciami przeprowadzane są zawsze w ten sam sposób. Szkoda, ale wychodzi na to, że opcje takie jak „obejrzyj” lub „rozmawiaj” są już chyba reliktem przeszłości. Ma to swoje złe i dobre strony – spłyca rozgrywkę, ale jednocześnie nie komplikuje jej, często niepotrzebnie. W Broken Age taki minimalizm sprawdzał się dobrze. Ciekawostką jest to, że w każdej chwili można przełączyć się między dwiema grywalnymi postaciami. Takiego rozwiązania się nie spodziewałem, tak samo jak tego, że patent ten został wręcz całkowicie pogrzebany. Mogła być z tego najważniejsza zaleta tej produkcji, ale skończyło się, jak już wspomniałem, na ciekawostce z której pożytek mamy może raz lub dwa razy w czasie całej rozgrywki.

Zagadki

Pierwszy akt Broken Age przechodzi się błyskawicznie – czasem miałem wrażenie, że nie jest to właściwa przygoda, tylko jakiś do niej wstęp, może nawet tutorial. Naiwność i małe skomplikowanie zagadek dobrze korespondują z odrobinę dziecinną oprawą. Ma to swój urok, ale trudno mówić o jakimkolwiek wyzwaniu. Całe szczęście, sytuacja poprawia się w połowie zabawy, gdzieś tak pod koniec pierwszej części – aczkolwiek wkrada się tam trochę absurdów. Później gra zaczyna być męcząca, bo łamigłówki są czasochłonne, monotonne i powtarzające się. Trudno o większe nagromadzenie grzechów a tak właśnie wygląda finał gry. Na domiar złego, dopiero wtedy wykorzystuje się też możliwość zmiany sterowanego bohatera – gorzej tego nie można było zaplanować.

Postaci

Do dyspozycji oddano nam dwójkę bohaterów – chłopaka o imieniu Shay oraz dziewczynę nazywającą się Vella. Para ta to sztampowe zestawienie kontrastów: on trzymany pod matczynym kloszem i nierozgarnięty, ona na przekór rodzinie przebojowa i rezolutna. Pomimo, że duet ten jest mało zaskakujący, protagoniści są mimo wszystko ciekawi i z przyjemnością poznaje się ich dalsze przygody. Gorzej wypadają postaci drugoplanowe, czyli plejada absurdalnych, odrealnionych osobowości. Zastosowano tutaj zabieg, który świetnie sprawił się w Psychonauts – tam też poznawaliśmy przedziwne charaktery. Z tym, że robiliśmy to w wypaczonym otoczeniu zwariowanych umysłów, co nadawało postaciom odpowiedniego kontekstu. Tego właśnie nie ma w Broken Age, przez co postaciom brakuje głębi oraz odpowiedniej relacji z wykreowanym światem – przemykają jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie.

Fabuła

Na etapie kampanii społecznościowej gra była jedną wielką niewiadomą. Pierwsze informacje pojawiły się dopiero w momencie ujawnienia nazwy oraz wstępnych materiałów. Gdy się z nimi zapoznałem, w mojej głowie pojawiła się wizja historii, która dzieje się na przestrzeni wieków, ale nasze decyzje wpływają na sytuacje kilkaset lat później. Cóż, to chyba było zbyt oczywiste, bo przygody obojga bohaterów Broken Age dzieją się w tym samym czasie i miejscu. Różna jest jednak perspektywa. Przyznać muszę, że szkielet historii oraz zwrot akcji w akcie pierwszym są interesujące, choć po zakończeniu przygody czuję pewien niedosyt. Gra jest dobrze napisana, ale rozmowy i żarty raczej nie zapadają w pamięć (pomijając postać bożka oraz „strażników” świątyni). Przewodni wątek wojny światów ma potencjał, ale został niedopowiedziany. Koniec zaś jest kameralny i sympatyczny, jednak nie wywołuje zbyt silnych emocji. Chciałbym więcej i mocniej, ale może dobrze, że Schafer rozegrał historię spokojnie, to miła odmiana po karuzelach spod szyldu Telltale.

Czy Broken Age jest grą do…  sami wiecie do czego? Tak – tym razem tytuł recenzji nie był podchwytliwy  Czy ta opinia jest sprawiedliwa? Absolutnie nie, bo nie żałowałbym pieniędzy, gdybym kupił tę produkcję poza PS Plus. Dziwię się jednak, dlaczego po premierze zyskała aż tak wysokie noty. Czyżby zadziałał stary, dobry mechanizm polegający na tym, że jak się za coś płaci (bo nie wątpię, że setki dziennikarzy wsparły kampanię), to też się bardziej docenia? Broken Age to gra niezwykle ciepła, ale w kategorii przygodówek wypada przeciętnie, nie mówiąc już o innych tytułach Double Fine. Przykładem jest chociażby The Cave, które nie jest co prawda tradycyjnym point and clickiem, ale pod każdym względem wywołało we mnie lepsze wrażenie niż  omawiana produkcja.

Na koniec pozostawiłem jeszcze jeden, krótki akapit. Docelowo tekst ten miał być przeplatany tego typu uwagami, ale zabrakło mi czasu, żeby to odpowiednio rozbudować. Granie w Broken Age to nie tylko przyjemność, ale też cenne wnioski dla mojej gry. Najważniejszą nauką były wspomniane na początku napisy końcowe – rzadko zwracam na to uwagę, ale tym razem doceniłem rolę muzyki w tle. W grze przygodowej, gdzie spędza się w danej lokacji dużo czasu, jest ona niezwykle istotna dla budowania odpowiedniego klimatu oraz otoczki dla łamigłówek. Wiem, że to oczywiste, ale nie do końca dla mnie – gościa, który traktuje dźwięk trochę po macoszemu, efektowo lub jako dodatkowego aktora. Broken Age potwierdziło także moje przekonanie, co do jednej planowanej przeze mnie rzeczy – zagadki w przygodówkach powinny mieć kilka różnych rozwiązań. Nie mówię jednak o decyzjach w węzłach fabularnych i ich konsekwencjach, tak jak to zrobione jest w grach Telltalle lub CDP Red. Chodzi mi o kilka rozwiązań problemu, które nie wpływają na przebieg samej fabuły – coś na zasadzie przejścia poziomu gry FPS w skryciu oraz z wojenną pieśnią na ustach. Mam nadzieję, że uda mi się to ciekawie zaprojektować.

Na sam koniec tekst ukradziony od Quaza i przerobiony w komentarzach na Facebooku: QAM ON! 🙂

Źródło obrazka: tvgry.pl


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *