Branża to bagno?

Nowy Alone in the Dark wywołał małą burzę. Niespodziewanie okazało się, że gra nie jest tak dobra, jaką miała być. Kilka serwisów mniejszego kalibru szybko tytuł skrytykowało, co wywołało gromki odzew ze strony Atari. Jak wiadomo – tonący brzytwy się chwyta!

Nikt nie patrzy bezczynie na agonię swojej kury, która miała znosić złote jajka. Szczególnie, jeśli jej właściciel jest na skraju bankructwa.  Zaczęły się oskarżenia, że kopia gry z nielegalnego źródła i złamane zostało embargo – ogólnie rzecz ujmując, Atari życzy sobie zdjęcia tych tekstów. Niestety (dla wydawcy), sprawa szybko ujrzała światło dzienne a Metacritics wystawiło brutalną średnią oscylującą około sześciu (z hakiem).

Jak się później okazało, można było umieścić recenzję gry przed premierą… Ale tylko w wypadku wystawienia jej wysokiej oceny! Zdaję sobie sprawę, że to czysty marketing, ale takie „zobowiązania” ocierają się o ograniczenie wolności słowa. Co najzabawniejsze – wszystkie te wysiłki wydawców zazwyczaj kończą się na niczym, czyli mówiąc prościej: decydenci mogą sobie jedynie pokrzyczeć i zaczerwienić się ze złości.

Podobne praktyki nie są wizytówką gniotów. Nawet takie hity jak Metal Gear Solid miały swoje pięć minut (nie)sławy. Z okazji premiery czwartej części, jeden z pracowników rozsyłał do największych serwisów list z osobliwą prośbą. Twórcom zależało, aby nikt z recenzentów nie wspomniał o instalacji oraz długości przerywników filmowych. Błahostka? Dla weteranów z pewnością tak, jednak rynek gier coraz bardziej przypomina ten związany z kinematografią a wydawcy powoli zaczynają celować w tzw. „niedzielnych graczy” (casual players).  Jak myślicie – czy przeciętny miłośnik kina wybrałby się na film, który zostanie przerwany w celu kilkuminutowej zmiany rolki z taśmą?

Ostatnio zachwytów nie ma końca. Nagłówki wiadomości dumnie głoszą: „GameSpot – 10/10, IGN – 10/10…”. Powoli dopuszczam do siebie myśl, że ogół populacji został poddany masowej kasacji pamięci. Jeszcze pół roku temu cały growy światek trąbił o jednym – Gerstmann-gate! Sympatyczny Jeff G. (wieloletni pracownik GameSpot) umieścił wideo-recenzję Kane & Lynch. Całkiem słuszna ocena końcowa: 6. W tym samym czasie, na stronach portalu trwała olbrzymia kampania reklamowa nowego produktu Eidos’u. Puszysty recenzent pożegnał się z swoją recenzją (która do dziś króluje na YouTube) oraz etatem.

GameSpot jest już skompromitowany, ostają „rzetelnego” dziennikarstwa został IGN, który od lat słynie z wyjątkowej surowości i trzeźwości w kwestii ocen. Osobiście dziwi mnie fakt, że tak rygorystyczny serwis na przestrzeni dwóch-trzech miesięcy wystawia dwie 10-tki. Sprzedaż GTA IV i MGS4 jest ważna dla całej branży, te dwa „system-sellery” nakręcają koniunkturę wszystkim wydawcom. Teoria spiskowa? Jasne, że tak, ale biorąc pod uwagę aferę związaną z GameSpot’em – wszystkiego można się spodziewać.

Podobne problemy dotykają nawet naszego zaścianku. W latach złotej ery polskich magazynów growych, głośno było o recenzjach na podstawie wersji beta, które pojawiły się m.in. Secret Service i CDA. W tamtych czasach każdy chciał być pierwszy, jednak jak się okazało, olbrzymim błędem było przyznanie się do rodzaju testowanej kopii. Później zapanowała moda, na skrzętnie zakamuflowane insynuacje i żarty dotyczące konkurencji. Było wesoło.

Jednak najweselej było i dalej jest w polskim Internecie. Wrogiem publicznym numer jeden był zawsze GOL – największy portal poświęcony grom. Redakcja tego serwisu lubiła zamieszczać fantastyczne nowinki, które w większości były po prostu wyssane z palca. W okresie szczytowej formy opublikowali pamiętną relację z E3 (tego starego, organizowanego w LA). Sęk w tym, że bardzo szybko pojawiły się zarzuty, jakoby nikt z redakcji GOL-a nie był na tych targach! Sam nie wiem ile w tym prawdy, ale relacje oraz recenzje na podstawie zdjęć i filmów to chyba najzabawniejszy motyw pojawiający się w historii polskich serwisów jak i prasy.

Końcowy akapit poświęcę absolutnemu liderowi polskiej branży on-line. Dumne i butne Imperium Gier (część Wirtualnej Polski) po odejściu Roberta „Kowala” Kowalskiego dotknęło dna. Przeglądając strony tego serwisu, mam wrażenie, że został on wtłoczony w bezpłciowe struktury WP.pl – całkowity brak normalnej redakcji a tym bardziej kontaktu z osobami odpowiedzialnymi za teksty. Ostatecznie, królem IG został tajemniczy osobnik skrywający sie pod pseudonimem Kyo – dyslektyk, którego pełne absurdów i jawnej głupoty newsy, nie mają nic wspólnego z dziennikarstwem (nawet tym żałosnym, w wydaniu „Faktu”). Taplamy się w bagienku?


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

3 myśli na temat “Branża to bagno?

  1. „Jak się później okazało, można było umieścić recenzję gry przed premierą… Ale tylko w wypadku wystawienia jej wysokiej oceny!”
    Atari miałoby ubaw, gdyby gra nie dostała żadnej recenzji aż do premiery ^^

    „Kyo – dyslektyk, którego pełne absurdów i jawnej głupoty newsy” – Tu się zgodzę. Zabawnie było zwłaszcza jak podniecał się grą No More Heroes. Co drugi news był oburzony, że Japończycy nie docenili geniuszu tej gry itp.

    Ładny tekst.

  2. Moim zdaniem przyszłość serwisów o grach leży w blogerach. Nad czym zresztą skrzętnie pracuje 🙂

    Stateczne redakcje, przejdą w niepamięć. Oczywiście przetrwają najwięksi, ale to właśnie niezależna blogowa brać jest czysto opiniotwórcza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *