Blogi na PCLabie? Koniec z kompleksami!

Wczoraj Piła dał mi metaforycznie po gębie. Czekałem na pclabowe blogi już długi czas i w pewnym momencie stwierdziłem, że ta chwila nigdy nie nastąpi. Dlaczego? Bo chyba nikt nie był gorliwym zwolennikiem takiej nowości. Mówię tutaj zarówno o czytelnikach (w domyśle) jak i redakcji (dosłownie). Co prawda nie bywałem w niej zbyt często, ale nigdy nie słyszałem okrzyków radości oraz euforii. Być może oprócz wspomnianego naczelnego, ale gdybyście go poznali, to wiedzielibyście, że to człowiek podchodzący entuzjastycznie do wszystkiego.

Zacznę od słodzenia. Ostatnio przycichłem i już dawno nie publikowałem, więc myślę, że nikt mi wchodzenia w zadek nie zarzuci. PCLab jest najlepszym  serwisem o komputerach w Polsce. Ba, jest to pewnie jedna z najlepszych redakcji internetowych w ogóle, bez względu na tematykę. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę nietrafionego montażystę o inicjałach Ł.M. (do wiadomości niewtajemniczonych – to tylko żarty, lubimy sobie po dogryzać). Uwierzcie mi na słowo, mówię to nie jako czytelnik, tylko osoba, która przewinęła się przez kilka serwisów. Zaczynając od tych amatorskich, poprzez legendarne, a kończąc na gigantach, czyli WP oraz Onecie (pomijając PCL) – zarówno zdalnie jak i na miejscu. Przytulny budynek przy Krasnowolskiej jest jak prawdziwy rodzynek, ostatnia enklawa kameralnego, merytorycznego, wręcz wzorowego dziennikarstwa. W czasach hurtowych dostaw produktów „artykułopodobnych”, które redagowane są przez zastępy przypadkowych pracowników sezonowych, ekipa prawdziwych fachowców jest na miarę złota. Zaufajcie mi, szczególnie „znawcy” tematu: korekta, informatyk i fotograf na zawołanie to luksusy, na które stać nielicznych. W PCLabie to standard, który jest tylko uzupełnieniem dla naprawdę kompetentnych i obiektywnych materiałów.

Napisałem to tylko po to, żeby teraz stwierdzić, że z tych wszystkich zalet wynika największa wada PCLabu. Zarówno Piła, jak i pozostali autorzy, chcą być jak najbliżej swoich niszowych odbiorców. Przez to obchodzą się z nimi jak z jajkiem. Każda zmiana jest roztrząsana i wprowadzana miesiącami – później wszyscy trzymają kciuki, żeby się spodobało. Podobnie jest ze wszelkimi, konstruktywnymi komentarzami. Na palcach jednej ręki mogę policzyć portale, na których autorzy wchodzą w wartościowe dyskusje pod tekstami. To jest internetowy odpowiednik walki o jakość dialogu. Jednak te batalie są o tyle piękne, co bezsensowe, bo najczęściej trafiają na najgorszych sieciowych pieniaczy. Pewnych rzeczy i osób się jednak nie zmieni, jak ktoś podchodzi do swojej pracy zawodowo, to i z blogami będzie uważał. Bo to przecież ostatni stopień do gorącego, onetowego piekła… Zobaczcie sami tytuł startowego wpisu: „Blogi na PCLab.pl? W sumie… czemu nie?”. Przecież to brzmi, jakby zawstydzony chłopak przedstawiał swoim kolegom swoją nową, najbrzydszą w mieście dziewczynę. Koniec z kompleksami!

PCLab i z blogami może być z siebie dumny. Co więcej, moim zdaniem jest to pierwszy, trochę nieśmiały krok ku lepszemu. Po pierwsze, świeży nowoczesny i modny design. Po drugie, w końcu lżejsze, osobiste podejście do treści. Mówcie co chcecie, ale mi się to podoba! Da się przecież połączyć nowe ze starym, profesjonalne z przyjemnym i  obiektywne z autorskim – wypisz wymaluj The Verge. Może jest to tylko moje zdanie, ale już dawno marzyło mi się, żeby niezwykły potencjał PCL przekuć w sukces o tej mierze. Bo, choć nieśmiało, to przyznam wprost, że ostatnio wracałem do serwisu tylko wyszukując po tematach („Produkt XYZ test”). Wiedziałem, że jak trafię, to otrzymam pigułkę rzetelnej wiedzy, jednak na co dzień nie czułem regularnej potrzeby powracania do nowych testów i wiadomości. Dlatego cieszę się bardzo z blogów, bo wiem, że będą wyśmienite!

Niech ten czytelniczy beton w końcu skruszeje i zrozumie, że z paru ich wejść serwery się nie opłacą. Ciągły rozwój jest kluczem do sukcesu oraz utrzymania tego, co w tym serwisie najważniejsze – kompetencji. Nie chodzi o to, żeby nagle zmienić grupę docelową i formę, trzeba po prostu dotrzeć do szerszego grona osób, a można to zrobić bez pogorszenia poziomu. Niech takie blogowe wpisy będą chociażby formą odautorskiego komentarza dla testu porównawczego. I niech mi ktoś wyskoczy, że to skandal – tego typu przypisy były dawniej znakiem najwyższej, dziennikarskiej etyki! Dlatego życzę redakcji, w zasadzie jako współpracownik emerytowany, żeby w końcu wypłynęła na szerokie wody, bez oglądania się na niektóre przegniłe cumy! Powodzenia. Synergia, woda, ziemia, hemoglobina, mystifikacja.

PS. Skorzystałem tutaj z blogowego prawa pełnej wolności słowa, więc nie utożsamiajcie tego bardzo osobistego artykułu ze zdaniem redakcji. W razie czego: co złego, to nie ja!

Źródło obrazka: http://travel.yahoo.com/blogs/compass/5-cruise-ships-watch-2013-181849329.html?page=all 

Tekst ukazał się na Blogu PClab.


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *