Assassin’s Creed

Assassin’s Creed to tytuł nietuzinkowy. Świetna grafika, jeszcze lepsza animacja i klimat gęsty niczym najczarniejsza smoła. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden mały szkopuł… Jaki? Warto sobie przypomnieć, szczególnie teraz, gdy na rynku ukazała się spolonizowana wersja na konsole.

Jade Raymond to apetyczna pani producent. Jej ostatnim dziełem jest właśnie Assassin’s Creed. Nie muszę wspominać, jakie były oczekiwania wobec tego tytułu. Pod jednym sztandarem ustawiły się tysiące fanów Prince of Persia i drugie tyle miłośników Hitmana. Nie mam żadnych wątpliwości – obie konwencje zostały połączone po mistrzowsku. Można wiec uznać, że Kredo Asasynów spełnia pokładane w nim nadzieje. Czy w pełni? Nie, ale na tym koniec; najpierw muszę wylać z siebie potok zachwytu.

Zacznę od rzeczy oczywistych i widocznych na pierwszy rzut oka. Grafika jest wyśmienita. Miasta prezentują się olśniewająco, tereny pomiędzy nimi również. Część wizualna gry epatuje niezwykłą atmosferą. Autorzy zastosowali kilka ciekawych trików, dodatkowo subtelnie wykorzystali zarówno ciepłe jak i zimne kolory. Pieczołowitość i przemyślane wzornictwo sprawiają, że widoki wywołują niesamowite wrażenie. Esteci będą zachwyceni i podkreślam, chodzi o wyjątkową plastyczność i artyzm lokacji a nie wodotryski techniczne (takowe również są).

Jednak wszystko, co zobaczycie na statycznych obrazkach nijak ma się do przebiegu samej rozgrywki. Animacje są perfekcyjne. Śmiało mogę powiedzieć: najlepsze w historii gier! Zwinność naszego protegowanego po prostu zachwyca – wielu mistrzów miejskiej wspinaczki byłoby onieśmielonych. Nie bez powodu autorzy spędzili setki godzin nad tym elementem gry. Dokładne odwzorowanie ruchów bohatera wiąże się z najciekawszą cechą gry. Pisząc w skrócie: parkour w średniowieczu.

Bractwo Asasynów to organizacją specyficzna. W czasach, gdy wojacy odziewali ciężkie płyty i okładali się równie ciężkim żelastwem, zabójcy ze wspomnianej organizacji stawiali na szybkość i spryt. Jak przekłada się to na rozgrywkę? Zapomnijcie o liniowych korytarzach i niewidzialnych ścianach. Tutaj wystarczy wdrapać się na pierwszy lepszy budynek i już można śmigać ponad zgiełkiem zatłoczonych uliczek. W dodatku, dzięki opcji „free run”, takie ewolucje są dziecinnie proste! Nie będę zagłębiał się w annały sterowania, ale wspinaczka i efektowne przeskoki to kwestia jednego przycisku. Takie rozwiązanie sprawia, że możemy skupić się tylko i wyłącznie na tym, gdzie chcemy dobiec.

Altair jest prawdziwym sztukmistrzem! Zaczyna w bramie – przemyka wśród spacerujących mnichów i tym samym oszukuje pilnujących przejścia strażników. Potem krótki bieg, skok i kilka efektownych ewolucji podczas wspinaczki na pionową ścianę budynku. Ostatnie podciągnięcie, krótki doskok i nieświadomy łucznik pada ugodzony ukrytym sztyletem. Zanim ktoś odkryje ciało, zabójca będzie już pół kilometra dalej… A wszystko to w zasięgu ręki każdego szczęśliwego posiadacza tej gry. Assassin’s Creed to GTA nowej generacji, jednak niesamowita oprawa i atmosfera sprawiają, że tytuł ten wybija się ponad brutalną przemoc, serwowaną w większości pokrewnych pozycji.

Porównanie do GTA nie było przypadkowe, choć krzywdzące dla AC. Pamiętacie San Andreas? Średniowieczna Ziemia Święta jest równie rozległa! Już pierwsza lokacja robi wrażenie. Późniejsza podróż wierzchowcem tylko to uczucie pogłębia, ale widok pierwszego miasta po prostu zapiera dech w piersiach. Każda z trzech aglomeracji to dzieło komputerowej sztuki. Nie przesadzam, w żadnym z nich nie ma metra kwadratowego „przypadkowej” powierzchni. Wszystko jest dopracowane, również pod względem technicznym. Możliwości wspinaczki ogranicza jedynie wyobraźnia i szczątkowa logika. Wkład pracy grafików i projektantów jest porażający. Ta gra mogłaby stanowić podłoże dla dobrego cRPG i przygodówki a niezagospodarowaną przestrzeń z powodzeniem wykorzystałby Książę Persji.

Sześć akapitów superlatyw, co z wadami? W zasadzie nie ma, z jednym małym „ale”. W moim przekonaniu, Kredo Asasynów załamało się pod własnym ciężarem. Ogrom świata oraz mnogość możliwości sprawiły, że ciężko było cały ten potencjał wykorzystać. Już po kilku godzinach można wyczuć pewne schematy, które towarzyszą do samego końca. Każda z dziewięciu głównych egzekucji jest niepowtarzalna, ale sposób, w jaki do nich dochodzimy, jest w każdym wypadku bardzo podobny. Należy wybadać okolicę, co łączy się ze wspinaczką na wieżę lub maszt. Później wykonujemy jedno z banalnych mini-zadań: podsłuchiwanie, kradzież kieszonkową, zabójstwo lub zbieranie flag. Odkrywanie fabuły sprawa frajdę, każde kolejne zlecenie również, ale siłą rzeczy wkrada się coraz większa doza znudzenia. Nawet ja, maniak eksploracji i fan pięknych widoków, byłem po pewnym czasie zmęczony tą „liniowością”.

Paradoksalnie, Assassin’s Creed cierpi z powodu pustki! Tak, ta olbrzymia gra została źle zagospodarowana. Brakuje zadań pobocznych, połacie terenu pomiędzy miastami są jedynie scenografią. Gameplay opiera się w całości o siedem powtarzających się czynności. W zwykłej grze, taka różnorodność by spokojnie wystarczyła, ale dzieło UbiSoft’u to brylant. Klejnot, na którym taka niedoróbka jest niczym szpecąca skaza. Ze smutkiem stwierdzam, że tajemnicza fabuła, niesamowita grafika oraz cały ten olśniewający przepych idą na marne. Czemu? Bo ciężko z zapartym tchem powtarzać to samo.

Czas podsumować moją przygodę w średniowiecznej Jerozolimie. Powiem wprost – to jest jedna z najlepszych gier w historii, absolutny hit, tytuł w który powinien zagrać każdy szanujący się gracz. Assassin’s Creed ustanawia nową jakość i bardzo rozpieszcza swoimi rozwiązaniami. Sam złapałem się na tym, że po przejściu gry, kręciłem nosem przy doskonałym Uncharted: „Jak to? To nie mogę tutaj wejść?!”. Pierwsze kilkanaście godzin jest niczym najlepsza baśni. Asasyn zachwyca w każdej kolejnej sekundzie i gwarantuję – póki nie doświadczycie jego powtarzalności, będziecie w przeświadczeniu, że gracie w dzieło sztuki! Dla tych kilku godzin warto przecierpieć późniejszą nudę. Dla kochających wolność i klimat! Pokolenie MTV powinno omijać tę pozycję szerokim łukiem.

9/10


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *