AOC G2460PG – test monitora z G-Sync

Tym razem na Najgorzej mamy coś nietypowego – test sprzętu. Nie jest to jednak byle jaki gadżet, czy inna bzdura dla nerdów, dostaliśmy możliwość pomęczenie monitora dla prawdziwych graczy. Nasz bohater, czyli AOC G2460PG robi wrażenie, przynajmniej na papierze: oferuje bardzo wysokie odświeżanie oraz synchronizację G-Sync. Jak te bajery prezentują się w praktyce?

Zanim przejdę do aspektów technicznych, parę słów o tym, jak to cacko prezentuje się po wyjęciu z pudełka. Monitor jest wykonany bardzo solidnie: ma konkretną, ale nie aż tak grubą ramkę wokół ekranu, zielony pasek korespondujący z zastosowaną techniką synchronizacji, parę przycisków na dole oraz całkiem zgrabny tył. Na moje uznanie zasługuje podstawa, solidna i regulowana, która w niczym nie przypomina „dizajnerskiej” porażki, na której stoi mój obecny monitor. Tak przy okazji, jest to LG IPS237, który będzie się tutaj co jakiś czas przewijał w ramach porównania. Wracając do AOCa – noga monitora pozwala na jego podnoszenie, obracanie (do orientacji pionowej) oraz odchylanie w zakresie -5/20 stopni. Ten ostatni parametr mógłby być trochę większy, ale i tak byłem zadowolony. G2460PG przypomniał mi stare, legendarne monitory DELLa, które miałem na uczelni, a to jest naprawdę wystarczająca rekomendacja.

Na tylnej ścianie monitora znajdują się następujące gniazda: zasilające, Display Port, wpięcie hubu USB 3.0 oraz dwa gniazda USB 3.0. Z prawej strony mamy dwa kolejne – jedno normalne, drugie wyłącznie zasilające. Nie martwcie się o DP, które często zaskakuje i przeraża użytkowników HDMI, w pudle jest odpowiedni kabel, a karta graficzna kompatybilna z G-Sync i tak powinna mieć takie wyjście. Koncentrator USB, choć rzadko korzystam z takich dobrodziejstw, jest naprawdę miłym dodatkiem. Najważniejsze parametry techniczne monitora prezentują się następująco:

  • Rozmiar: 24 cale
  • Matryca: TN
  • Maksymalna rozdzielczość: 1920×1080
  • Maksymalna częstotliwość: 144Hz
  • Jasność: 350 cd/m2
  • Kontrast: 1000:1
  • Kontrast dynamiczny: 80M:1
  • Opóźnienie: 1ms
  • Kolory: 16.7 milionów
  • Sprzętowe wsparcie G-Sync

Tak jak mówiłem, specyfikacja wygląda całkiem imponująco, szczególnie z perspektywy gracza. Oczywiście, wyśrubowanie pewnych parametrów oznaczało kompromisy w innych obszarach, ale o tym później. Jeśli chodzi o instalację, to nie ma tutaj żadnej filozofii – kompatybilna karta graficzna (u mnie jest to GTX 960) sama włączyła funkcję G-Sync, a Windows doinstalował sterownik monitora. Jedyne, co musiałem zrobić sam, to podbić częstotliwość, która na starcie pozostała na standardowym 60Hz. Fani nastaw mogą też pobuszować po OSD monitora. Menu nie jest najpiękniejsze, ale dość łatwo można dopasować jasność, kontrast, gammę oraz temperaturę barw. Tutaj miłym zaskoczeniem jest dostępność przestrzeni sRGB – nie jest to może nic zachwycającego, ale można przynajmniej wyprowadzić kolory na prostą.

Częstotliwość odświeżania

Ten parametr jest często bagatelizowany i jest to niestety błąd. Błąd, który dla mnie oznacza nieestetyczny obraz, szczególnie, gdy oglądam filmy z klatkażem większym niż standard NTSC (~30) lub PAL (~25). Dlatego właśnie jestem umiarkowanym przeciwnikiem progresywnych 60 klatek na sekundę w filmach, co zazwyczaj rozśmiesza osoby o innym zdaniu (wiecie, to takie „so 90s”)… Problem polega na tym, że niektóre kamery nie potrafią z taką prędkością nagrywać bez ghostingu lub dublowania, potem mało kto potrafi taki materiał dobrze przygotować, a na końcu  jest on często wyświetlany na ekranie, który słabo sobie z tym radzi. Wystarczy stara matryca na rynek europejski, która ma 50Hz, żeby fizycznie ograniczyć film bez przeplotu z więcej niż 25 klatkami. Nie bez powodu większość standardów sugeruje, że najlepszy efekt uzyskujemy, gdy odświeżanie jest akurat dwukrotnie większe niż liczba wyświetlanych obrazków. Oczywiście, nie jest to takie proste i powszechne, przez co stosuje się różne techniki oraz zabiegi dostosowujące, powodujące czasem przykre konsekwencje. Jeśli wydaje się Wam, że film który oglądacie sprawia wrażenie przyspieszonego, smużącego lub „dziwnego”, to możliwe, że macie rację i nie są to tylko przyzwyczajenia – po prostu jest on źle przygotowany lub wyświetlony (uwaga, nadmierne podbijanie częstotliwości też ma swoje wady, sprawdźcie „soap opera effect”).

feature_ulmb

Jak powyższy wywód ma się do AOCa? Mówiąc wprost – 144Hz robi robotę i widać to nawet przeglądając Internet. Ponad dwukrotnie większa liczba tyknięć matrycy sprawia, że zachwycającej płynności nabiera nawet interfejs Windowsa, wydawać by się mogło, skazany na permanentną porażkę poprzez swoje błędy i niedopracowanie. W zastosowaniach komputerowych, gdzie nie mamy ograniczenia klatek na źródle, wygląda to po prostu bajecznie. Oczywiście, bardzo przyjemnie oglądało mi się na nim również filmy, szczególnie te o wysokim klatkażu. Dodatkową zaletą G2460PG jest niebotycznie niski czas reakcji, co sprawia, że wyeliminowany jest praktycznie problem smużenia i nakładani się na siebie obrazów. Tym sposobem podkreśla się efekt naturalnej płynności. Natomiast jakby komuś było mało, to może sobie włączyć tryb ULMB, który kosztem G-Sync, częstotliwości (maksymalnie 120Hz) oraz jasności, jeszcze bardziej ogranicza rozmycie. Dzięki temu obraz jest ostry, a sprzęt nie generuje dodatkowych „zakłóceń”, które mogą wypaczać odbiór dynamicznych scen o dużej liczbie klatek na sekundę.

Synchronizacja pionowa

Zabierzmy się za to, co najważniejsze w kontekście monitora dla miłośników wirtualnej rozrywki. Ogólnie rzecz biorąc, gdy mówimy o klatkach w grach, chodzi nam o liczbę kolejny obrazków w jednostce czasu, które potrafi wypluć z siebie nasza karta graficzna. Tych nigdy za wiele, szczególnie na stabilnym poziomie, niezależnie od tego, na czym je wyświetlamy. Jest z tym jednak pewien kłopot, który został zauważony dopiero po porzuceniu monitorów CRT i zwiększeniu mocy obliczeniowej. Matryce ciekłokrystaliczne wyświetlają obraz dość wolno i co najgorsze, zmieniają go linia po linii. Sprawia to, że gdy bombardujemy nasz kiepski ekran dziesiątkami klatek na sekundę, to biedak nie wyświetla ich w całości i generuje strasznie ohydny efekt o nazwie tearing. Jest to obraz, który składa się z dwóch (a czasem i więcej) przesuniętych klatek. W praktyce wygląda to tak, jakby ktoś przeciął nam kadr i przesunął części na lewo lub prawo.

Nieestetyczne efekty ogranicza się stosując np. V-Sync, czyli programową synchronizację pionową. Działa to mniej więcej tak, że gra próbuje automatycznie sterować FPS-ami, żeby jak najlepiej dostosować się do monitora. Tyle w teorii. W praktyce wygląda to niestety tak, że monitor staje się wąskim gardłem męczącym kartę graficzną. Efekty bywają co prawda różne, ale zawsze musimy się liczyć z mniejszymi lub większymi spadkami wydajności. Tego nie lubi żaden gracz, co doprowadziło do stworzenia technik sprzętowego synchronizowania obrazu. Jedną z nich jest G-Sync, czyli zamknięty standard nVidii. Aby się nim cieszyć trzeba mieć kompatybilnego GTXa oraz ekran wyposażony w dodatkowy, raczej drogi kawałek elektroniki. Dzięki temu otrzymujemy złoty kompromis – brak tearingu i brak spadków wydajności.

feature_nvidia_g-sync_technology

Całą tę magię od Zielonych postanowiłem przetestować na pecetowej wersji AC: Black Flag – kiepskiej grze, która jest jednocześnie festiwalem błędów i braku optymalizacji. Czasem mam wrażenie, że wydano ją na komputery tylko po to, żeby mieć dziwny, nieobliczalny benchmark. Standardowo gra ta działa u mnie tak, że bez V-Synca mam stabilne 50-60 FPS-ów i obraz tak pocięty, że nie powstydziłby się go Edward Nożycoręki. Przy włączonej synchronizacji programowej tearing prawie znika, ale gra zaczyna dostawać niegrywalnej czkawki, co objawia się ciągłymi spadkami do 30-45 klatek na sekundę. Jak to wygląda z G-Sync? Obraz jest ostry jak żyleta – bez przesunięć, a FPS trzyma się na poziomie 50 lub więcej (czyli nic ponad błąd pomiarowy). Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził monitora z wyłączonym G-Sync oraz V-Sync. Efekt jest przewidywalny – szybkość matrycy sprawia, że nawet jeśli coś się pojawia, to jest po prostu mało widoczne. Mimo wszystko, technika nVidii wydaje się dawać obraz najlepszy i najbardziej płynny. Tak przynajmniej mówią mi zmysły, bo żeby to sprawdzić faktycznie, musiałbym nagrać matrycę kamerą do bardzo mocnego slow-mo. Niestety, nie są to tanie zabawki i akurat nie mam żadnej przy sobie. Sprawdziłem jednak materiały lepszych redakcji i wychodzi na to, że oczy mam jeszcze sprawne

TN kontra IPS

Wspominałem o moim monitorze od LG. Jego cechą charakterystyczną jest matryca IPS. Nie jest to może produkt z najwyższej półki, raczej takiej mocno średniej, ale akurat pod tym względem potrafi się obronić. Czym charakteryzują się IPS-y? Genialnymi kolorami, dobrym kontrastem z głęboką czernią i rewelacyjnymi kątami widzenia. Dzięki temu znośnie się na nich robi grafikę i montaż, nawet jeśli nie są bardzo wyszukane. Jak na tym tle wypada TN od AOCa? Niestety, słabo, co jest z resztą znamienne dla tego typu matryc. Pierwsze, co mnie uderzyło, to zachwycający gradient na mojej tapecie, który na G2460PG się bardzo nieelegancko rozwarstwił (mniejsza rozpiętość tonalna). Na drugi rzut oka widoczne są też szare czernie oraz delikatnie nierówne podświetlenie. Stosunkowo dobrze wypadają natomiast kąty widzenia, choć przy tych pionowych przydałaby się większa możliwość regulacji odchylenia monitora, o czym wspomniałem na początku. Jeśli nigdy się nie zastanawialiście nad tym, jaki rodzaj matrycy oglądacie, to mogę uprościć: TN to starsze laptopy, natomiast późniejsze techniki bardziej odpowiadają żywym, nowoczesnym ekranom. Musiałem o tym napisać, ale powtarzam – to jest pewien kompromis, który tutaj zagwarantował rewelacyjną szybkość matrycy. Póki co, jeszcze nie udało się wymyślić czegoś lepszego, nawet w rozwiązaniach łączących różne technologie.

Czy polecam testowanego AOCa dla graczy? Tak! Sam bym chciał na nim grać. Czy kupiłbym sobie taki monitor jako główne okno na komputer. Niestety nie, ale wynika to z innych potrzeb, których matryca TN po prostu nie potrafi zaspokoić. Pomijając to, G2460PG naprawdę działa i jak na dłoni pokazuje zalety G-Sync, choć równie dobrze mógłby tej sprzętowej synchronizacji nie mieć – matryca jest sama w sobie na tyle szybka, że większość problemów załatwia podkręcona częstotliwość. Mimo wszystko, ładnie się na taki dopasowany obraz patrzy i jeśli ktoś chciałby mieć bezstratnego V-Synca, to raczej nie ma się nad czym zastanawiać. No chyba, że nad ceną – ta nie jest niestety zbyt niska (ponad 1600 zł).

PS. Brak standardowej stopki z oceną podyktowany jest tym, że nie mam doświadczenia laboratorium testowego oraz odpowiednich narzędzi pomiarowych. Z tego względu wolałem swoją opinię wyrazić tekstem i nie sprowadzać jej do numerka i paru bezokoliczników zdań.

Źródło obrazków promocyjnych: http://aoc-europe.com/


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Jedna myśl na temat “AOC G2460PG – test monitora z G-Sync

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *