Amerykańskie granie

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy, gdy wstąpiłem w skromne progi jednego z lokalnych sklepików z elektroniką, zaraz po kosmicznie niskich cenach (niestety było to wtedy gdy 1$ = 2,00zł), był brak stoiska z grami dostępnymi na PC. Z racji że moją konsolę, Xbox’a 360, zostawiłem na Ojczystej Ziemi, spanikowany ruszyłem na poszukiwania upragnionego regału. Po zadaniu setek pytań, przejściu tysiąca metrów, odkopaniu zaginionej arki i wypowiedzeniu tajemniczego zaklęcia znalazłem się u celu mojej podróży.

Niestety szybko okazało się, że cały wysiłek w ogólnie przyjętych normach można wpisać w rubryce „na marne”, gdyż skromna półka z pięcioma tytułami na krzyż, dodatkowo w takiej samej bądź wyższej cenie co produkcje na konsole, zdecydowanie nie była tym, czego oczekiwałem. Ostatecznie skapitulowałem i sprowadziłem ukochane pudełko na Nową Ziemię. Niestety, gdy tylko dostałem cudowny klocek w moje ręce, tuż po podłączeniu, moim oczom ukazał się niesławny Czerwony Pierścień Śmierci. Bliski zawału pobiegłem do kolegi po zasilacz amerykańskiej produkcji i odetchnąłem z ulgą gdy okazało się, że po jego podłączeniu konsola śmiga jak marzenie. Po kolejnych dniach oczekiwania, gdy już prosto z e-bayowskiego społeczeństwa trafił do mnie wyczekiwany zasilacz, postanowiłem zabrać się za ostre granie. Natychmiast pobiegłem do pobliskiego sklepu, by zaopatrzyć się w jakiś ciekawszy tytuł, jednak jego sprzedawca szybko i brutalnie sprowadził mnie na ziemię.

Czyli witaj w nowym regionie, towarzyszu…

„Przykro mi kolego, ale pańska PAL konsola nie może połykać naszych płytek w regionie NTSC” – brzmiała mniej więcej odpowiedź, która mówiąc szczerze doprowadziła mnie do białej gorączki. Sfrustrowany owym faktem postanowiłem ostatecznie przejść na czarną stronę mocy i zmienić region swojego Xboxa za pomocą tzw. hakingu. Niestety szybko zorientowałem się, że moje zdolnośći programistyczne nie są na odpowiednio wysokim poziomie, gdyż jedyne informacje, które zrozumiałem z czytanych tekstów było „włącz” i „zrestartuj” konsolę. Na szczęście z czeluści rozpaczy wydobył mnie pracownik renomowanego sklepu „GameStop” tłumacząc, że większość produkcji oznaczonych jako „NTSC” jest tak naprawdę „Region Free” i bezproblemowo będą działać na europejskim X’ie. Szkoda tylko, że w tym czasie dolar z 2 zł skoczył do 3,5 zł, co skutecznie pozbawiło mnie minimum 3 dobrych tytułów. Niesiony adrenaliną powstałą na skutek dobrych wieści zaatakowałem kolejny „Postój Gier”, gdzie czekała mnie niespodzianka, jednak tym razem wywołująca błogi uśmiech na mojej twarzy. Mianowicie tuż obok lśniąco – pięknych, nowiuteńkich tytułów znajdowała się kolejna półka z grami oznaczonymi jako „used”. Okazało się że, GameStop odkupuje od graczy tytuły i następnie wystawia je w niższej cenie na regale obok nowości wiedząc, że nie każdemu zależy na folii i błyszczącej kopii.  Za tą sprawą zamiast wydawać 60$ na Call Of Duty 4, mogę kupić używaną pierwszą część F.E.A.R. za 20$ i wspomniane wcześniej Modern Warfare, również używane, za 40$, sprawdzając na bieżąco stan obu nośników, co zapobiega dalszym, tym razem nieco brzydszym, ewentualnym niespodziankom. Dodatkowo obsługa sklepu zna się na rzeczy, w każdej chwili są do twojej dyspozycji i mogą daną grę szybko, acz szczegółowo zrecenzować lub poinformować o nadchodzących premierach bądź nowościach w branży. Brakuje Ci jakiegoś tytułu? Żaden problem. Poproś sprzedawcę, a gra zostanie Ci dostarczona w ciągu paru dni.

Społeczeństwo Graczy + Halo = Microsoft…

Najbardziej denerwujący jest fakt, że większość amerykańskiego społeczeństwa granie kojarzy tylko i wyłącznie z serią Halo, przy czym zupełnie nie zdziwiłby mnie fakt, że 40% z nich nie wiedziałaby kto to jest Master Chief i z czym go się je. Tutaj Microsoft jest wielki. Z resztą nic dziwnego, gdyż zestaw Xbox Arcade kosztuje już w granicach 150-200$, przy czym za PlayStation 3 dać trzeba ok. 400 baksów. Gdyby nie ta, jak by nie patrzeć, spora różnica byłbym jedną z pierwszych osób biegnących do sklepu po Czarnego Chlebaka. Nie ze względu na wydajność, regiony, odgłosy wykonywane przy pracy i unikatowe tytuły, tylko po prostu mam już serdecznie dosyć tworu zwanego Xbox Live. Nie przeszkadzało mi, gdy brali pieniądze za granie w sieci oraz nie przeszkadzał mi fakt, że usługa ta nie jest dostępna w Polsce. Jednak po ostatniej aktualizacji, która całkowicie zablokowała dostęp do Internetu wszystkim użytkownikom znajdującym się na akademickim kampusie, otworzył mi się nóż w kieszeni. Wszelkie wykupione licencje Live lub Microsoft Points straciły swoją ważność, a głuchy na wszystko marketingowy gigant w odpowiedzi na żale graczy palcem wskazuje na niebo i krzyczy „patrzcie, bocian!”. To tak jakby jednego dnia sprzedać komuś roczny karnet na mecze Wisły Kraków a następnego wręczyć całkowity zakaz wejścia na stadion z racji posiadania literki „A” w imieniu matki. Wydarzenia te przyczyniły się do wywieszenia przeze mnie białej flagi i natychmiastowego podreptania na przeciwległą stronę barykady, by razem z innymi obrzucać M$ kamieniami, najlepiej tymi ładowanymi do trebusza.

Mądre słowo na koniec – reasumując…

Po długich, bezowocnych dniach niekończących się poszukiwań ostatecznie udało mi się odnaleźć bratnie dusze: skromnego posiadacza PS3, który tak jak ja emocjonował się premierą Killzone 2 oraz posiadacza Xboxa 360, który nie twierdził, że GoW2 nie jest „cool” bo widok i sterowanie są jakieś inne niż w Halo. Mimo tej chwilowej radości szybko zdałem sobie sprawę, że w tej parotysięcznej kampusowej społeczności liczba odnalezionych prawdziwych graczy równa dwa jest co najmniej smutna. Jestem bardziej niż pewien, że „pr0 gamerów” jest tutaj znacznie więcej, jednak obawiam się, że w społeczeństwie tonącym w zachwytach na temat każdej gry z celownikiem pośrodku lub zawierającej spore ilości kobiecych krągłości i szybkich samochodów ten gatunek graczy powoli zanika. Z jeszcze większym smutkiem muszę stwierdzić, że nie dotyczy to tylko Stanów. Dlatego kończąc me wypociny chciałbym prosić innych graczy, by nie poddawali się w obliczu klęski i z dumą szerzyli swoją wiedzę na temat gier komputerowych, ponieważ jest to jeden z tych, mimo że malutkich, skrawków historii o których warto pamiętać.

Autor: Flicker


Szeruj to jak zły: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on RedditEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *